Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2013

Parciana IV RP zarażała i nie wyleczono z niej



W państwie prawa i względnej sprawiedliwości Beata Sawicka musiała zostać uniewinniona. Nie można w sferę intymną, sferę uczuć, wchodzić z butami, bo wówczas uczucia korumpują. To nawet nie są podstawy psychologii, to są podstawy, jak być przyzwoitym. Nie można namawiać do zła, bo to jest złem samo w sobie.

Oczywistym dla mnie było, że adwokat Sawickiej zacierał ręce. Jej sprawa była łatwa do obrony, trudniejsza dla społeczeństwa. Dla części społeczeństwa i polityków, którzy szczuli bezwolny tłum do linczu.

IV RP była krótkotrwałą parcianą republiką, w której metody skupiały się na podburzaniu jednych na drugich, w której przeciwnika nachodziło się o szóstej nad ranem, w której areszty służyły do wydobywania potrzebnych zeznań aż do skruszenia, w której tłum dostawał nóż emocji do zębów i ujadał - z czasem stałoby się tak, aż by zagryzł.

Pokłosie IV RP ciągle jest obecne. W propagowaniu chorego patriotyzmu, jeszcze raz włażeniu w sferę intymną, sferę uczuć, prywatną i egzaminowaniu jej, czy jesteś dobrym Polakiem. Wydawaniu wyroków przed orzeczeniem sędziów, dzisiaj zrobił to prezes PiS w sprawie korupcji marszałka województwa podkarpackiego Mirosława Karapyty.

Jednak Sawicka nie była Bonnie, a tym bardziej agent Tomek Clyde'm. Ona zdradziła (jeżeli do takiego czynu doszło w alkowie) męża, on okazał się eunuchem. I takim okazuje się w Sejmie, gdzie za swoje braki został partyjnie nagrodzony. Miał jednak mocodawców w postaci szefa CBA i głównego inicjatora IV RP, Jarosława Kaczyńskiego.

To oni powinni być oddani pod sąd - kłania się sprawa Barbary Blidy - bo nie radzą sobie z osądem moralnym siebie. A może dlatego pozostają w polityce, bo jest ona dla nich formą ucieczki od odpowiedzialności, od pozostawania w zgodzie ze sobą. Ucieczki w jazgot polityki, w której zagłusza się wartości prymarne, moralne. Zło zaraża, tak jak w IV RP agent Tomek zaraził nim Sawicką. Ta zaraza nie została zaleczona żadnym antybiotykiem, jest w stanie uśpienia.

środa, 5 grudnia 2012

Aria agenta Tomka o związku przestępczym



Najpopularniejsze zdjęcie agenta Tomka ujawnione przez "związek przestępczy" to te, gdy ma nagi tors i z miną świadcząca, iż przed przyszłymi odbiorcami swojej fotki chwali się walizką pełną szmalu. Dlatego to podkreślam, bo chcę zacytować:

"Nagości wiecznie młoda witaj!" (itd).

To z "Operetki" Gombrowicza, utworu genialnego, którego miejsce akcji jest osadzone na zamku księcia Himalaj. Nie chcę katować internautów literaturą, bo wiem, że nie jest przez nich lubiana, dlatego będę odwoływać się do niej ostrożnie. We wstępie G. pisze na temat formy swojego dramatu: "Operetka w swym boskim idiotyzmie, w niebiańskiej sklerozie (...) jest teatrem doskonałym".

Mój odbiór 3-częściowego materiału o agencie Tomku klasyfikował się w tym "boskim idiotyzmie", jako bohatera i posła PiS operetkowego, którego największym zawodowym osiągnięciem było uwiedzenie posłanki PO Beaty Sawickiej za pomocą Adama Asnyka. To był jego koń, na którym wjechał do gmachu Sejmu. Mój poprzednik - kurczę, jeszcze raz literatura - sławny ułan Bolesław Wieniawa wjeżdżał na koniu ale do "Adrii", nie wykorzystał swoich podbojów w alkowach, aby zostać posłem. To mogło mu służyć do pisania wierszy, a nie recytowania ich w alkowach, w których ułan nawet na spoczynek z białogłową udawał się w ostrogach, bo ojczyzna zawsze może wezwać. Jeszcze zacytuję adiutanta Piłsudskiego: "Bo w sercu ułana, gdy położysz je na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń".

Chciałoby się napisać: jaki Piłsudski, taki jego adiutant (agent). Marszałkowi można dużo zarzucić, ale nie małość. Nawet w wulgaryzmach był niebotycznie barokowy i spiętrzony metaforycznie wniebogłosy, a ludzie wokół niego nie byli tuzinkowi.

A jak zachowuje się agent Tomek, gdy wyszło na wierzch, że niewiele potrafi, nawet dobrze się zakonspirować i porządnie uwieść? O, na pewno nie jak bohaterowie "Operetki" G., która była grana na największych scenach świata, ale jak bohater operetki wystawionej w remizie.

Aria agenta Tomka "Dziennikarze stworzyli związek przestępczy" to pożal się boże dyszkant i to w wykonaniu niemuzykalnego kastrata. Jedyną receptą na skandal i to w sytuacji, gdy się nie odpowiada przed narodem za rządzenie (bo PiS jest w opozycji), jest przeczekać, wyszczekają się, obmówią gdzie trzeba, a po tygodniu pies z kulawą nogą nie będzie pamiętał. Dopilnować tylko, czy nazwiska nie przekręcają (Julian Tuwim; och, ci poeci).

No, ale w operetce, zwłaszcza wystawianej w remizie z takimi, a nie innymi divami, gdy zniesmaczniona publiczność z hukiem wyszła, ta logika nie działa. Wokalista z remizy krzyczy, to nie remiza, to apartamentowiec, a ta walizka pełna pieniędzy, to nie amerykański thriller, do którego dolary produkuje się na kserokopiarce, te dziengi pochodzą z Polskiej Mennicy.

Zastanawiam się tylko nad jednym, czy prokurator generalny Andrzej Seremet podejmie zaproszenie, aby udać się na występy gościnne do remizy i odśpiewać swoją arię barytonem "Agencie Tomku, nic się nie stało, nic się nie stało, dwa lata paki proponuję".

Różnica między zamkiem księcia Himalaj a remizą prezesa PiS jest zasadnicza. Tam boski idiotyzm jakiś wysoki, a tu parciany, jak tors agenta Tomka.