Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Wałęsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Wałęsa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

Wałęsa jest skarbem


Sierpień '80 to nie tylko jedna z najważniejszych dat w nowoczesnej historii Polski. Trudno było wówczas, a także dzisiaj przecenić jej znaczenie. Polacy zdobyli się na pokojowy zryw. Choć dokonała tego garstka. Ale tak zawsze jest. To jest ta elita reprezentująca geniusz czasu, który długo dojrzewa, na który czasami pracują pokolenia.

A na czele tej elity stanął elektryk Lech Wałęsa, który książki nie przeczytał. Tak wyglądają paradoksy. Kto jednak pamięta tamten czas, ma świadomość, że tylko Wałęsa był stanie udźwignąć taką odpowiedzialność. Tak czasami zawęźla się w jednej osobie heideggerowskie Sein und Zeit.

Jeżeli wgłębimy się bez uprzedzeń (ale ze znajomością) w historię - nie tylko w nią, bo w jej produkty: tradycję, literaturę, sztukę, kulturę - podobnego jak Sierpień '80 wspólnego osiągnięcia Polaków nie znajdziemy.

Świetnie dzisiaj uchwyciła sylwetkę Wałęsy Ewa Milewicz w "Wyborczej":
Wałęsa jest skarbem. Dlatego tak mnie irytują głosy w różnych portalach, że sami by chętnie posiedzieli w Arłamowie i napili się wódeczki. No to posadź się, kolego! Ja bym chciała, żeby państwo polskie otworzyło takie więzienie i posadziło tam jednego i drugiego z tych forowiczów, taki eksperyment jak u Zimbardo. Wałęsa, dopóki nie został prezydentem, był w porządku. A to gadanie, że podpisał jakiś dokument?! Tysiąc razy już to powiedział, że podpisał. A co miał zrobić? Ciekawe, czy ten, kto go o to oskarża, by nie podpisał? W 1970 roku, sam, w łapach SB?

Wałęsa o 33. rocznicy powiedział w swoim stylu, acz nie przesadził:
To święto zasłużyło sobie naprawdę na powagę. To było największe zwycięstwo w dziejach Polski.

Szkoda mi marnować słowa na abp Leszka Sławoja Głódzia (kler nie zdał egzaminu po 1989 roku), ani na dzisiejszego szefa "Solidarności" Piotra Dudę, bo stał w tamtym czasie, gdzie ZOMO (że posłużę się passusem polityka, który zgłupiał do reszty), którzy też obchodzili Sierpień '80 i są cytowani w internecie.

wtorek, 5 marca 2013

Pomniki też fajdają



Czy pomniki mają prawo do otwierania ust i wypowiadania się na każdy temat? Piszę o słowach Lecha Wałęsy, o tych tylnych rzędach, oślich ławkach, a "nawet za murem". O nieszczęsnych słowach, którymi biczował homoseksualnych posłów. A te słowa opuściły pomnikowe usta i zagościły w mediach.

Czy pomnik ma prawo do pomylenia części ciała? Wszak usta zamienił na część, która wydala zupełnie inne treści. Przetrawione i nieprzyjemne dla nosa.

Pomnik wydalił je z ust, a duża część narodu całkiem dobrze poczuła się w tej kloace. Pomniki, które mówią za życia, mogą być strącone z cokołu. Acz Wałęsie to nie grozi (pomijam wszelkich Wyszkowskich i Cenckiewiczów), bo dat i konsekwencji jego czynów nie da się wymazać.

Rynsztok jednak popłynął i znalazł aprobatę w narodzie. Wałęsa twierdzi, że 95%. G... prawda, nie jest urzędem statystycznym, ale wielkość to jest z pewnością spora, bo zapchała mu się skrzynka mailowa.

Pomnik nie zamierza przepraszać, a nawet na potwierdzenie, że rynsztok zgadza się na jego zapachy, opublikował  internecie treści tych maili: "Nie zawsze zgadzam się z pana poglądami, ale tym razem jestem całym sercem i duchem z panem. Świat stanął na głowie. To jest wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Za normę uważa się to, co jest wbrew zasadom biologii, fizyki i wszystkiego. Ja mam żałować, że moi rodzice byli normalni, bo dzieci w związkach homoseksualnych wychowują się lepiej. Dwóch liżących się facetów uznaje mnie za homofoba, bo całe życie próbują udowodnić, że są normalniejsi ode mnie. Ja już nie wiem, gdzie mam wykrzyczeć to, o czym Mikołaj Rej pisał. 'Polacy nie gęsi, iż swój język mają'".

"Również jestem zdania, że pedały i lesbijki to ludzie chorzy na własne życzenie. To zboczeńcy, niech sobie spokojnie żyją, a nie domagają się publicznego okazywania dewiacji. Oni uważają, że bycie pedałem lub lesbijką to zaszczyt i szczycą się tym coraz bardziej. Jak widzę całujących się pedałów czy lesbijki, to już czuję obrzydzenie. Czy na takich widokach mamy wychowywać dzieci, wnuków? Pana głos bardzo się liczy i, aby podtrzymać normalność ludzkości, grzmij pan jak najmocniej".

Itd.

Pomnik przemówił, bo jest żywy, choć już podręcznikowy. Andrzej Bursa pisał o podobnych przypadkach, że tacy ludzie ze spiżu dupy mają wcale nie ze spiżu, ale normalne. Okazało się, że Wałęsa też normalnie się sfajdał, acz nie chce się do tego przyznać i za rynsztok przeprosić.

Robert Biedroń, pierwszy zadeklarowany gej w polskim parlamencie, zadeklarował chęć spotkania z Wałęsą.

Odnosząc się do tego, Wałęsa oznajmił, że "w żadnym wypadku" nie spotka się z homoseksualnym posłem Ruchu Palikota. - Ja go szanuję, honoruję, ale nie mam ochoty i tematu do rozmów - powiedział.

Biedroń w Radiu Zet mówił: - Lech Wałęsa wiele razy pokazał, że potrafi rozmawiać, czasami próbował podawać nogę, (...) ale zawsze znajdował sposób, żeby porozmawiać, w pewnym momencie ochłonąć. Nadal wierzę w Lecha Wałęsę i w jego dobro.

Jeżeli pomnik wydalił taką kloakę, rynsztok, pomnik może po sobie posprzątać. Należy go tylko z tego cokołu spędzić. Zastygł w upozowanym geście wielkości. Łajza.

piątek, 17 sierpnia 2012

Dziad Kurski zmartwychwstał



Jacek Kurski odżywa przy takich aferach, jak Amber Gold. Politycznie zmartwychwstaje, może w przestrzeń publiczną rzucać różnymi "dziadkami".

Jak się nazywa specjalista od dziadka? Wiadomo - dziad.

Pozostańmy przy tej nomenklaturze. Dziad Kurski rzucił kilkoma "dziadkami".

Najpierw w ulubionego swojego bohatera, któremu po chrześcijańsku powinien codziennie myć nogi. Premier wstaje z łoża, a dziad Kurski myje mu nogi.

Drugi raz rzucił "dziadkiem" w Lecha Wałęsę, bo realizowany jest film o jedynym bohaterze historycznym, jakim Polska może poszczycić się na świecie. Producenci wzięli pieniądze od Marcina Plichty na realizację obrazu. To oni mają być agentami służb specjalnych, aby wiedzieć, co w aferalnej trawie piszczy.

Rzucił "dziadkiem" dziad Kurski w prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, bo Plichta sponsorował jakieś imprezy kulturalne w mieście.

Dziad Kurski zmartwychwstał. Przytomnie zapytał Adamowicz: Czy Kurski przypadkiem nie jest uwikłany także w aferę?

Wszak na niej skorzystał. Kurski został wyciągnięty z niebytu politycznego, zaistniał.

Dziad Kurski zaczyna poruszać członkami, jak polityczny Łazarz, gdy ma do czynienia z rynsztokiem.

Dziady tak mają: z rynsztoku powstają, w rynsztok się obracają.

sobota, 14 lipca 2012

Grymas historii



Niby nic, a jednak coś – nie tylko w sferze symbolicznej. Lech Wałęsa odwiedził Wojciecha Jaruzelskiego. Jak to, oburzą się pewne kręgi: TW Bolek był u człowieka Moskwy. Albo jeszcze inaczej, acz tej samej emocjonalnej proweniencji.

Jakiś czas temu sam podobnie bym to określił. Przy czym Wałęsę nie nazwałbym Bolkiem. Jeżeli nim kiedykolwiek był, to, co zrobił w ogromie swego dzieła, jest ziarnkiem piasku, które uwiera i nic poza tym. Taki „Kamyk” z wiersza Herberta, który tylko uwzniośla.

Obydwie postaci podręcznikowe. Obydwaj tam zawędrowali. Ale obydwaj jeszcze żyją i z tych kart historii ciągle wyglądają. Już nie podpowiadają, czasami Wałęsa swoim ezopowym językiem chce wtrącić swoje trzy grosze. Polityczne wieko już nad nimi się zatrzasnęło, nic nie mogą zrobić w kraju. Za to są poręczni dla czynnych polityków i do mobilizowania ich elektoratów.

Jeden nie chciał, ale został przez historię zmuszony. Drugi chciał, ale długo nie mógł i historia mu w którymś momencie pomogła.  Czy czynnie na historię możemy wpływać, a może ona ma taką logikę, iż płynie swoimi meandrami, a nam się wydaje, że to my kijem zawracamy bieg i kierunek?

To, co było, jest nie do zawrócenia. Niby logiczne, niby wiemy, niby konieczność dziejowa, a jednak politycy wyzyskują i twierdzą: mogło być inaczej, co nie jest do udowodnienia, ale to świetna fabryka złych emocji, które zamienia się na kapitał polityczny.

Czy u progu transformacji były ważniejsze osoby w Polsce, które wniosły więcej do historii, które zaważyły na naszym dzisiaj? Nie, choć z różnych stron dochodzą bajdurzenia. Można byłoby dorzuć do tych postaci Jana Pawła II, który był kimś w rodzaju moderatora.

Z PRL wyszedłem poturbowany, z licznymi garbami. Ale nie z pretensjami. Oddzieliłem siebie od PRL, dwa różne byty. PRL umarł, opadł jak zeschły liść, zostałem ja: ważny dla siebie. Choć jeszcze kilka lat temu w czasie spotkania autorskiego Jaruzelskiego, który prezentował swoją kolejną książkę z cyklu „dlaczego stan wojenny musiał być wprowadzony”, chciałem zadać mu jakieś pytanie, gdy podpisywał książki. Niestety ochrona mnie zawróciła, miałem jeszcze na twarzy ten grymas historii.

Dzisiaj 4. rocznica śmierci Bronisława Geremka, którego w ten krótki komentarz powinienem jakoś wpleść, musiałbym go jednak przebudować. Geremek dawał nam światło, był tamtego czasu rozumem. Był jednym z tych, którzy objaśniali Ducha Czasu.