Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Fizyczna potwarz Miecugowa nie może być odpuszczona, bo inni mogą czegoś się nauczyć


Fizyczna potwarz na osobie medialnej i tak rozpoznawalnej, jak Grzegorz Miecugow, tylko może się spotkać orzeczeniem: "Nie odpuszczę mu". Młodzieniec powinien spotkać się z odpowiedzialnością przed prawem - tyle, ile ono oferuje. Może się nie nauczy, lecz następnym razem ręka mu się wstrzyma. W takich wypadkach nie ma zmiłuj się, nie ma usprawiedliwienia, że ekspresja nie wytrzymała, tym bardziej, że z premedytacją przygotował kartkę "TVN kłamie".

Gdzieś ci młodzieńcy pobierają nauki - ten u Korwin-Mikke - że tak profesjonalne medium, jak TVN wtłoczono do ich wąskich łepetyn, iż mija się z prawdą. Woodstockowicze zachowali się zgodnie z etykietą Jurka Owsiaka, przeprosili za niewydarzonego Oskara W.

Portal braci Karnowskich skomentował potwarz "Róbta co chceta". Na tego rodzaju prawicy pojęcie wolności nie należy do szczególnie rozpoznawalnej wartości. Jest usytuowana poza ich wrażliwością. Właśnie przed takimi mediami nieprofesjonalnymi trzeba chronić imponderabilia, bo może dojść, że trzeba będzie przed nimi chronić Polskę.

Owsiak potrafi obok rozrywki zafundować naukę, dwa w jednym. Dla woodstockowiczów to nie jest starszy gość, ale zgred jak oni. W Kostrzynie mogą pobrać fachowe nauki o seksie, której w szkole się nie naucza. Np. Od Lew-Starowicza dowiedzieć się, że połowa męskiej populacji ma kompleks wielkości członka, a od ks. Adama Bonieckiego, iż Nergal nie jest diabłem, lecz ta symboliczna postać zła jest pomieszczona raczej u tych, którzy nią straszą.

Dla młodzieży Woodstock to przeżycie pokoleniowe, które przez resztę życia będzie się w nich cukrowało mitycznie. Zdaje się, że Owsiak nie miałby problemów z objęciem najwyższych urzędów w Polsce, włącznie z prezydentem. Taką odwala robotę. Uczy wolności wyrażania siebie, bo tym jest róbta co chceta. A Oskar W. wolność spotwarzył. Jeżeli potwarca jeszcze nauki asymiluje, może nie być stracony i czegoś ze swego czynu się nauczy.

wtorek, 15 stycznia 2013

Farciarz Terlikowski


Tomasz Terlikowski ma farta. Pojedzie do Kostrzyna, a nie do Woodstock, choć kolega Rafał Ziemkiewicz - uprawiający literaturę s-f - mógłby go bolidem wyobraźni przenieść do roku 1969 w okolice New Yorku. Wówczas młodzież amerykańska zrzucała z siebie zeskorupiałe obyczaje rodziców, walczyła przeciw wojnie w Wietnamie, a to wszystko pod hasłem: Peace, Love and Happiness.

Terlikowski pojedzie do Kostrzyna i zobaczy, jaką skorupę zrzuca młodzież polska. Ba, o tych skorupach będzie mógł z młodymi ludźmi porozmawiać.

Będzie mógł Terlikowski przekonywać młodzież, iż modlitwa do relikwii świętych katolickich, pozwala przezwyciężyć naturalną niepłodność, a nie jakieś in vitro. Może pojechać wszak z jakimś swoim przychówkiem, bo z modlitwy jego i żony ogląda jego pociecha ten Boży świat. Powiedzieć: oto dowód.

Będzie mógł porozmawiać o katolicyzmie i porozmawiać o wyższość o. Tadeusza Rydzyka nad ks. Adamem Bonieckim. Lepiej deptać z redemptorystą w sprawie TV Trwam, niż przebaczać Nergalowi.

O eutanazji raczej sobie nie pogada z młodzieżą, bo w tym wieku nie myśl się o śmierci, modne jest samobójstwo.

Fart Terlikowskiego może nie dotyczyć drugiego rzeczownika: Love. Tak jak Amerykanie uprawiają miłość, tak samo robią Polacy. Ten rodzaj ekspresji jest uniwersalny, dlatego, ja, Terlikowski i młodzież jesteśmy na świecie. Acz powstaliśmy z różnych póz.

Nie wiem, czy młodzi ludzie rozmawiają o wojnie, jak wówczas Amerykanie o Wietnamie, ale nasz udział w Afganistanie jest mizerny i tak naprawdę nie ma o czym perorować.

O farcie laryngologicznym też może mówić Terlikowski, bo go żaden Jimi Hendrix nie uderzy po uszach riffami "Sztandaru Gwiaździstego". Choć nie wiem, czy w Kostrzynie grają hip-hopowego albo metalowego "Mazurka Dąbrowskiego". A może przygmocą go w trąbkę Eustachiusza wersją metalową "Boże, coś Polskę...", albo przynajmniej "Bogurodzicą".

Fart Terlikowskiego i tak nie opuszcza. A to dlatego, że jedzie na zaproszenie, a nie sam z siebie, gdy jeszcze mógł, a Woodstock odbywał się w Żarach, albo gdy Woodstockiem był Jarocin.

No, ale dzisiaj Terlikowski nie byłby Terlikowskim i dzieci by mu się nie poczęły z adoracji relikwii.