Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Walentynowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Walentynowicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lutego 2013

Midas nienawiści - Jacek Karnowski




Wojciech Maziarski trafnie nazwał portal wPolityce.pl szczujnią, a naczelnego Jacka Karnowskiego szczujem. Nie chwaląc się - dawno już to zrobiłem, do sprawdzenia w moich notkach blogowych. A mianem szczuja nr 1 w kraju "nagrodziłem" Jarosława Kaczyńskiego.

Oto szczujnia piórem jakiegoś redaktora szczuja (Marek Pyza), szczuje syna Anny Walentynowicz, Janusza. Wkręca go w komunikat prokuratury, która ogłosiła o braku śladów wybuchu (trotylu) na ciele zmarłej  w katastrofie pod Smoleńskiem. Szczujnia w tytule szczuje: jest" totalnym lekceważeniem wszystkich i wszystkiego".

Szczujnia szczuje Walentynowicz na prokuratorów, polskie władze i co najważniejsze na rozsądek. Szczujnia wytwarza taką atmosferę  w kraju, aby Polacy skakali sobie do gardeł, bo Karnowski nie otrzymał od natury żadnych talentów. A leń ma lewe ręce.

WPolityce.pl szczują we wszelkich tematach, czego na portalu tym nie dotkną się. Wszystko u nich, jak u Midasa, zamienia się w złoto nienawiści.

Szczują nienawiścią. Midas Karnowski. Jacek i jego brat.

niedziela, 30 września 2012

Marta Kaczyńska, celebrytka funeralna i jej stryj



Celebrytka funeralna (funeralia - obrządki pogrzebowe) Marta Kaczyńska po mszy pogrzebowej Anny Walentynowicz otworzyła usta dla mediów.

Tyle z tych ust płynie, co rozum dostarczy.

A w mózgu Kaczyńska ma płyny ustrojowe (nie będę robił wykładu medycznego), w tym szczególny formułuje się: plwocina.

Otworzyła usta i "se" sierota plunęła na Polaków i Polskę. Ojciec nie żyje, a stryjek Jarosław nauki daje.

I co stwierdziła ta, która nauczyła się pluć od stryja? Ano, władze polskie mijają się z prawdą. Wymieniła z władz polskich Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego.

Dlaczego to zrobiła? Nie wiem. Ja jej plucia nie uczyłem, tylko stryj, którego Polacy poznali z najgorszej strony, a nazywa się Jarosław Kaczyński. Nawet ten nieprzytomny polityk był przez rok premierem, najgorszy rok w historii Polski suwerennej po 1989 roku.

Po co Kaczyński z bratanicą sierotą był na powtórnym pogrzebie Anny Walentynowicz? Nie wiem, ani żadnego wkładu do historii Polski nie posiada. Ani krewny, ani swat.

Gdyby Polacy byli jak Kaczyński, musielibyśmy przenieść ojczyznę do Afryki, bo tam są Pigmeje. Taka to niezdara mentalna, intelektualna.

Nie czuję się Pigmejem, nie mam tak małej wiedzy jak Kaczyński o historii Polski, tradycji, literaturze.

Wysłać go do Burkina Faso, do Pigmejów, na Madagaskar, aby nie zaśmiecał życia publicznego. Celebrytka funeralna Marta Kaczyńska może tam liczyć na wielkie powiedzenie. Umieralność w Afryce jest większa niż tutaj u nas w Polsce.

Nie możemy pozwolić, aby na Polskę pluli, tacy ludzie jak Kaczyński, któremu wszystkiego nie dostaje.


* * * 
Co napisawszy dałem sobie ulgę. Nie mogę pojąć, jak ktoś tak marny, jak prezes PiS, mógł w moim kraju zostać politykiem.

Sejm nie jest od fałszu empatii



Czy debata w Sejmie z powodu zamiany zwłok kilku ofiar smoleńskiej katastrofy ma jakikolwiek sens? Pytanie, gdy od niego się oddalimy, choćby emocjami - a z czasem kronikarze będą wielce się dziwować - stawia polską politykę w zakłopotaniu. Przynajmniej powinno stawiać.

Uzmysławia, iż polityków mamy o trzeciorzędnych walorach intelektualnych, ale o pierwszorzędnych ambicjach. Cecha spotykana na każdym kroku, co spotkany człowiek to chciałby być lepszym niż jest, być wyżej niż grzęda do której się nadaje.

Ileż trzeba mieć złej woli i kiepskiej pamięci, aby formułować myśl, że w tamtym tragicznym czasie (kwiecień 2010) zawiodło państwo polskie i jego przedstawiciele.

W Polsce emocje mają swój cel, a ci którzy je konstruują poświadczają li tylko o fatalnych właściwościach własnych. W środę przebił wszystkich Jarosław Kaczyński sformułowaniem o odejściu w hańbie, na które miała się udać Ewa Kopacz, w domyśle Donald Tusk.

Wątpiłem już w poniedziałek po jednostronnej propozycji prezesa PiS o zawieszeniu broni w wojnie polsko-polskiej. Współczułem mu, że musi wytrzymać do sobotniego marszu. Cały tydzień. Nie musiał wytrzymać, bo w grobie Anny Walentynowicz nie znaleziono Walentynowicz.

Ale to zdarzenia i tysiące podobnych wcześniej dokumentują, że nigdy nie sięgnie już po władzę. Może się łudzić, a jeszcze bardziej jego partyjni koledzy, że jak w loterii wyciągnie szczęśliwy los. Polityka jest względnie przewidywalna, raczej komuś przypadkowemu, jak Kaczyński, nie wręcza wygranej. Nawet gdyby Tusk miał pośliznąć się na kryzysie, władza nie wpadnie w ręce prezesa PiS.

Nawet gdyby leżała na ulicy. Naród ma coś takiego, jak zbiorową podświadomość. W psychologii i psychologii społecznej nabieramy zaufania, bądź sympatii do kogokolwiek po krótkim z nim obcowaniu. Kaczyński tak naprawdę w polityce jest od 2005 roku, wcześniej - kolokwialnie - nosił za kimś teczki, a najbardziej znaną postacią za plecami której udało mu się wejść na proscenium polityki, była ikona polskiej polityki na zewnątrz kraju, Lech Wałęsa. To on dał mu ten szczęśliwy los.

Piszę o Kaczyńskim, bo ten kontekst z zamianą zwłok opisuje dość dokładnie, jakich uczepi się nieistotnych z punktu działania państwa, pretekstów.

W zestawieniu z nim Donald Tusk to ktoś poza jego politycznym zasięgiem. Gdyby prezes PiS wykazał chęć nauki taką, jakie są jego ambicje polityczne, po wystąpieniu premiera w Sejmie, winien wynająć dobrego profesora retoryki - a jest kilku w kraju - aby objaśnił mu, jak łączyć cechy charakterologiczne, osobowości z talentami politycznymi i przekuwać to w mowę. Są zresztą klasyczne pozycje. Niedługie wszak wystąpienie Tuska może kilku politykom w kraju się przyda do nauki. Choć napisawszy to, wątpię.

Debata o zamianie zwłok nie jest żadną debatą, ani tym bardziej empatią, bo empatii się nie debatuje, jest grzebaniem w ranach osób, których nie ma na sali posiedzeń. A Sejm nie powinien służyć do takiego fałszu bólu.

środa, 26 września 2012

Bobok (na marginesie ekshumacji)



Kolejna polska specjalność: Umarli nie przewracają się w grobach, to umarli są przewracani. A jeszcze dokładniej: żyjący dla swoich celów (politycznych) przewracają umarłych, aby wyszło na nich. Racja ma być po naszej stronie (w polityce nie ma liczby pojedynczej), bo polska polityka jest plemienna.

Żadnego szacunku dla tych, których nie ma. Umarły ma służyć plemiennym celom. Barwy wojenne na twarz i chodu na kiepsko ubite pole w imię przewracanego w grobie. Anna Walentynowicz nie znalazła się we właściwej trumnie, wobec tego leżała nie we właściwym grobie. Złe, zło? Nie odpowie nam umarły, do tej pory zdarzyło się tylko takich dwóch. Nie wiem, co powiedział Łazarz po wskrzeszeniu, bo nie ma tego w żadnych z 4. kanonicznych Testamentów. Nie wiem, co powiedział Jezus z Nazaretu po z martwych powstaniu. Tego też nie ma. Dał dyla w Emaus i wstąpił tam, gdzie go słowa i czyny żyjących nie sięgną. Warto zaznaczyć, że nie uciekał od plemienia Polaków.

A plemię znad Wisły od razu dostaje kićka. Ten ostatni przymiotnik jest od: kićkania. Proces ten odbywa się w głowach plemienia polskiego: zbiorowo się kićka, a polega to na braku pamięci, Polega na nieumiejętności prostego rozbioru newsa, który wszystkim jest dostępny. Polega to na kajdanach, w które plemię samo się zakuło. Ugryzł plemię polskie giez Hegla, bo w dalszym ciągu nie jest to wolne plemię, o wolności potrafi tylko bajdurzyć.

Zamiana ciała Walentynowicz prawdopodobnie odbyła się w Rosji. Tam pokrewne plemię jest równie niechlujne, jak to nad Wisłą. Oczywiście premier Donald Tusk sam mógł otworzyć trumnę ze zwłokami Walentynowicz, a po uchyleniu wieka pogrozić Putinowi: ty sraki, owaki.

Niestety, nie otworzył trumny, a uczynił to typowy przedstawiciel plemienia znad Wisły. Ty, ty i ty. Gdyby to było w Niemczech na pewno stałoby się inaczej. Niemiecka perfekcja jest przysłowiowa. Czy na pewno? To dlaczego u braci Grimm cała masa tego rodzaju przykładów, jak z zamianą ciała Walentynowicz? Literatura? Jest lustrem naszego życia, przechodzi po gościńcu, jak napisał jeden Francuz. A polski pisarz mógłby napisać: jak przechodzi lustro po Krakowskim Przedmieściu (czytajcie Bolesława Prusa, na Boga)

Oglądnijcie się w tym lustrze. Kim jesteście, jakie macie wykrzywione twarze z emocji, bo giez Hegla was ukąsił.

Szacunku dla tamtych po drugiej stronie. Oni są bez ciała. Szacunku dla żyjących i dla siebie. Jest takie genialne opowiadanie Fiodora Dostojewskiego (Polak z pochodzenia, rosyjski patriota, nienawidził Polaków, bo widział ich jak zachowują się w niewoli, gzem Hegla ukąszeni, a do tego geniusz - kto zaprzeczy?) - “Bobok”. Geniusz - duch czasu, natchniony - Dostojewski czasami udawał się na cmentarz, aby podsłuchać nieżyjących. Co słyszał? Żyjących.

Gdyby ten Polak z pochodzenia usłyszał lub przeczytał dzisiejszych Polaków, zwątpiłby w swój geniusz, talent. Dzisiejsi Polacy mimo, że żyją, to są Łazarzami przed zmartwychwstaniem. Plemię jeszcze nie z martwych powstałych łazarzów. To miał na myśli Mickiewicz. A który cytat, kotku (że powtórzę za Kisielem)?

czwartek, 20 września 2012

Walentynowicz - problem z truchłem



Jeżeli prawdą jest to, co powiedział syn Anny Walentynowicz po ekshumacji zwłok matki, iż nie są to jej, to mamy problem.

Ekshumację zlecała Prokuratura Wojskowa, nie chce podać wyników badań DNA, choć najprawdopodobniej są już jej znane. Ma na to czas - do siedmiu dni.

Zwłoki mają dwa i pół roku. Ulegają degradacji, syn jednak twierdzi, że to, co widział w Moskwie i obecnie, to dwa różne ciała.

Czy ma powody do takiego stwierdzenia? Nie chciałbym dopatrywać się motywów politycznych, choć aktywnie udziela swojego głosu m.in. "Naszemu Dziennikowi".

Jeżeli miałyby się potwierdzić słowa Janusza Walentynowicza, cóż to miałoby znaczyć?

Zwłoki zostały pomylone w Moskwie.

Dlaczego zatem w Polsce po przylocie nie zostały jeszcze raz potwierdzone, że należą do Walentynowicz?

Nie wiem, jakie są w tym wypadku procedury? Nie przypuszczam, aby miał obowiązywać zakaz otwierania trumien.

Dla syna Walentynowicz jest istotne nad kogo trumną czuwał. Może to być - i będzie - wyzyskiwane politycznie.

Dla badania przyczyn katastrofy nie ma to żadnego znaczenia, ale w tak delikatnej materii, jaką jest Smoleńsk, wszystkie tego rodzaju wpadki będą cedowane na rządzących.

Spokojnie należy poczekać. No, ale kto to powie Macierewiczowi?

poniedziałek, 17 września 2012

Bojówki funeralne



Gdy Kazimierz Kutz nazwał polityków PiS hienami cmentarnymi, obruszyłem się, mam fatalne zdanie o naborze ochotników do tej partii, ale uciekam od tak ostrych metafor. Także podobnie oceniałem nazwanie przez Normana Daviesa PiS sektą. Zdaje się, że zbyt łagodnie postrzegam prawicę w Polsce, która osiągnęła ryt niespotykany gdzie indziej. Zdarzenie z ekshumacją ciała Anny Walentynowicz może przyprawić o dreszcze frankensteinowskie, które fundowane są życiu publicznemu.


Pod bramą cmentarną wystawali politycy PiS, Anna Fotyga i Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Po co? Po jakiego grzyba? Ta ostatnia powiedziała mediom: “Nawet prokurator nie wziął pod uwagę tego, że parlamentarzyści mogą zechcieć obserwować przebieg ekshumacji”. Polityka funeralna PiS to powiedzieć mediom. Zdaje się, że nic sobie z tego nie robią, iż ośmieszają do cna politykę, jako taką, bo tłumaczenie jakąkolwiek empatią nadaje się tylko do baśni braci Grimm. Gdyby ci zbieracze opowieści ludowych żyli, mieliby okazję włączyć i tę anegdotę. Lubowali się w podobnych horrorach.

Do tego jakieś bezimienne bojówki nie wpuściły na ekshumację - utrzymuje posłanka. Tak, Janusz Palikot przebrał się za zmorę i odczyniał dance macabre. To zdaje się byłaby zdecydowanie lepsza forma empatii, niż 2 lata po śmierci używać nieboszczki Walentynowicz, jako broni politycznej. Posłanka PiS winna dowiedzieć się, co znaczą słowa, jakie pod spodem niosą treści. Znaczenie ich nie udostępnią dziennikarze, może poeci. Ta pikieta spod bramy cmentarnej to właśnie bojówki funeralne wdzierające się do pamięci po zmarłych. Taka jest postać polityki funeralnej PiS. Empatia wywrócona na nice.

A czy to jest ciało Walentynowicz, czy kogoś innego, to zupełnie inny porządek.