Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

TOK FM po referendum warszawskim


TOK FM po referendum z tym oto moim wpisem blogowym.

Referendum to dylemat, a nie pełna demokracja

27,2% - tak brzmią pierwsze wyniki referendum warszawskiego ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Opozycjonista nr 1 będzie mógł ogłosić "moralne zwycięstwo". Wystarczy wszak trochę podskoczyć i robi się  "moralne" 29%.

Referendum to jednak nie wybory, a przynajmniej takie było warszawskie. To był dylemat: iść, czy nie iść? Poprzeć PiS, czy być za HGW? To nie jest wybór.

Platforma dostała prawie czerwoną kartkę i coś z nią musi zrobić. Oby nie wywabiała tego koloru unikaniem politycznych decyzji, przewartościowań w sferze społecznej. Polska potrzebuje cywilizowania, a nie tradycyjnego trwania w tym samym miejscu.

Sukcesem kampanii przedreferendalnej jest aktywność HGW. Jeżeli ją utrzyma, następną kadencję ma w kieszeni. Prezydent Warszawy wygrała i dobrze byłoby, aby przy tym stołku się zatrzymała.

"Opozycja" będzie kręciła kuprem dialektyki, że to sukces, że gdyby nie prezydent RP i premier, że gdyby zachowane zostały standardy, itd. Ten kuper zbyt dobrze znamy i co rozsądniejsi bali się o przyszłość kraju. Choć ten kuper jeszcze nie raz nas poczęstuje znajomym smrodkiem.

Czekam na decyzje Donalda Tuska. On jest w posiadaniu wszystkich kluczy do przyszłości kraju. Teraz okaże się, czy jest mężem stanu - bo takim do tej pory wydawał się być - czy przeciętnym politykiem, acz pamiętajmy to połowa drugiej kadencji, a w kraju nikomu nie udało się tyle przetrwać zwycięsko.

W Warszawie zwyciężył jeden koniec dylematu, jeden koniec kija. Groźba, że PiS może już teraz dojść do władzy. To nie był wybór, to był dylemat. Oczekuję pełnej demokracji, a nie bijatyki dylematem.

poniedziałek, 9 września 2013

PiS mobilizuje się do referendum w sprawie odwołania HGW

Bastion PiS Podkarpacie obronił się przy 16 proc. frekwencji i bizantyjskiej pomocy posłów partii Jarosława Kaczyńskiego. Na pewien czas zapamiętamy dwa pojęcia z tej kampanii: Pupę Zdzisława i Penis Hofmana. Pojęcia, a nie nazwiska.

Takie komunikaty medialne wysmażyli sami pisowcy, a kolportowały media. Niewiele w tym polityki, a szkoda. Przynajmniej w wypadku Elbląga mieliśmy do czynienia z deklaracją przekopu przez Mierzeję Wiślaną.

Wrzesień nie będzie nudny, a wręcz gorący. Centrum uwagi skupi się na Warszawie, w której odbędą się protesty związków zawodowych i rydzykowo-pisowska kataliza w sprawie TV Trwam. Ojciec dyrektor nie jest jeszcze gotowy z nadawaniem w cyfrze, musi jednak trzymać swoich pielgrzymów w pogotowiu do marszrut, a Kaczyński deklarując wpisanie Boga do konstytucji zechce ten zbiór wyznawców przewekslować na PiS.

Ale i to nie będzie najważniejsze w obalaniu Tuska, a mobilizacja do referendum na 13 października, aby odwołać HGW. Przedsięwzięcia skrajnie trudne - że użyję jednego z ulubionych słówek prezesa - gdyż potrzeba aż 400 tys. głosów warszawiaków.

Odwołanie HGW się nie uda, w bastionie Podkarpacie poszło do wyborów tylko 16 proc., a w Warszawie, aby wrzucić kartkę wyborczą z "nie" nawet tylu nie uda się do lokali wyborczych. Jakikolwiek wynik będzie ważny, bo pójdą głosować niechętni prezydent Warszawy.

To będą komunikaty przeciw Platformie. Medialnie skuteczne, bo żerujące na lęku i gniewie. Nie będzie już wpadek z Lipińskim w jacuzzi i przyrodzeniem Hofmana, można liczyć tylko na prezesa. Ostatnio przestał zawodzić - zarówno w wywiadzie dla "Rz" i w Krynicy.

Aby się obronić przed PiS nie można tylko liczyć na Kaczyńskiego, Tusk winien formułować pozytywne komunikaty, wszak afirmuje swoje i PO rządy. Opozycja ma łatwiej, ale narzędzia władzy są w rękach premiera. Władza ma sprzyjać, a nie wskazywać wroga.

Nie może premier mówić, żeby nie iść głosować, wszak to nie jego teren, nie pójdzie do urny, bo to samo przez się rozumie. Jest w Warszawie słoikiem. Ten gorący czas należy przekuć na swoje kopyto. Narracja dla Polaków ma być pozytywna z wizją, lecz bez populizmu. Jeżeli naprawdę mamy do czynienia z końcem kryzysu, czyli z końcem pesymizmu.

piątek, 30 sierpnia 2013

Tusk może uniknąć Waterloo

13 października - dzień warszawskiego referendum. To dla Donalda Tuska data w ostatnim czasie najważniejsza. Tak samo, jak ostatnie wybory parlamentarne, a może nawet bardziej.

Dlatego już stosuje grę medialną. Ostrą, a może nawet brutalną. Wysłał dwa komunikaty. Jeden - nie idźcie na referendum. Drugi - HGW i tak zostanie, jeśli przegra, będzie zarządcą komisarycznym.

Co o tym myśleć? Przeciwnicy - powiedzą, że referendum jest dobrem demokracji. Ale demokracja jest grą polityczną. I tę zaproponował Tusk. W polityce ważna jest skuteczność, a w demokracji skuteczne zastosowanie najlepszych rozwiązań prawnych.

Zwycięzców się nie rozlicza. Tomasz Lis twierdzi, że ten polityczny dogmat jest autorstwa najgłośniejszego kanclerza III Rzeszy. Otóż nie. To określenie pada w biblii skuteczności politycznej: "Księciu" Machiavellego.

Tenże Lis twierdzi, że Warszawa tego październikowego dnia będzie dla Tuska Stalingradem. Nie odpowiada mi ta metafora, zbyt zawikłana. Bardziej wybór między dwoma bitwami napoleońskimi: Austerlitz, albo Waterloo.

Jeżeli ten dzień dla premiera miałby być dniem miasta walońskiego, to zapytam: kto byłby Bluecherem, a kto Wellingtonem.

I powiem tak: nie widzę. Tusk jest wyczerpany, jak cesarz francuski po marszu rosyjskim (Smoleńsk i nie tylko), nie może więc dopuścić do bitwy pod Lipskiem, nawet poświęcając księcia Pepi (HGW). Ma czas na skonsolidowanie szeregów i nowy zaciąg (rządowy). Wyrzucić Gowina, dogadać się ze Schetyną.

Bez Lipska nie będzie Waterloo. Albo inaczej: będzie to miasto walońskie, ale będzie miało zamierzony wynik, bo nie widać Bluecherów i Wellingtonów. Taka jest polityka: skuteczność osiągana poprzez eliminację wrogów, szczególnie we własnych szeregach.

Bez Waterloo nie będzie Elby, ani św. Heleny, bo tam zostałby zesłany przez Jarosława Kaczyńskiego po procesie smoleńskim, który przypominałby "toczka w toczkę" to, co wyprawia Janukowycz z Tymoszenko. Wygrana PiS - to kazamaty dla Tuska.

piątek, 14 czerwca 2013

Co słychać w PO? Nudy, zero ekscytacji


Platforma nadal jest zajęta sobą. Ostatni zarząd wskazuje na determinację Donalda Tuska do jak najszybszego rozstrzygnięcia kwestii przewodniczącego i późniejszego układania klocków personalnych w regionach i powiatach.

To postawienie demokratycznych procedur na głowie, ale PO trzeba potrząsnąć, aby wydobyła z siebie siły witalne. Zarząd przedstawi na konwencji, która odbędzie się za dwa tygodnie, projekt wyborów na szefa w wakacje. 40 tysięcy członków Platformy będzie wybierać Tuska, bo raczej nie widać nikogo, kto miałby jakieś szanse na realny sukces w konfrontacji z premierem.

Grzegorz Schetyna optuje za terminem jesiennym, licząc na dalsze osłabienie Tuska, a tym samym PO, która w sondażach ma się coraz gorzej. Przy Schetynie został już tylko Rafał Grupiński i szef mazowieckiego regionu Andrzej Halicki. To mało.

Schetyna raczej nie wejdzie w szranki z Tuskiem, może zdecydować się Jarosław Gowin - jest poza zarządem - siłą jego jest ankieta, którą badał nastroje wśród członków PO, lecz to nie to samo, co delegaci, którzy najpierw się dogadują, a potem głosują.

Tylko przez tydzień po konwencji będzie można zgłaszać swojej kandydatury na przewodniczącego. Krótko. Coś będzie trzeba zrobić z pasztetem warszawskim, jaki sporządziła partii Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prawdopodobnie już spełnione są warunki do ogłoszenia referendum w sprawie jej odwołania. Można przeciągać terminy, aż będzie prawnie skutkował prezydent komisaryczny stolicy. Niemniej to i tak będzie przegrana PO.

Jakie recepty przedstawi Tusk, aby odwrócić tendencje sondażowe - na konwencji i po wygranym wyścigu o fotel przewodniczącego? Rekonstrukcja rządu to będzie zdecydowanie za mało. Personalia w PO nie przedstawiają się imponująco, a sięgnięcie po niepartyjnych fachowców nie zadowoli aparatu.

Odwrócenie porządku demokratycznego - wybory w regionach i powiatach po głosowaniu na przewodniczącego - może skutkować, iż Tusk postawi na nowe postacie, które więcej uwagi będą poświęcały obecności w lokalnej polityce, a nie poszukiwaniu synekur.

W PO czkawką odbijają się kilkuletnie zaniedbania budowania struktur programowo-ideowych. Dzisiaj zbyt gwałtowne ruchy w tej sferze mogą przyspieszyć erozję partii i wizerunku. Mozolne odrabianie strat jest trudniejsze niż gwałtowny rzut na zadania i ekspresję wyborczą.

Niemniej z ostatniego zarządu PO przed konwencją powiało nudą. Podobną do tej, gdy do podróży jest jeszcze jakiś i spoglądamy na walizki, które są nostalgią. Zero ekscytacji.