Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Gowin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Gowin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2013

Deregulacji Gowina ciąg dalszy, czyli jak powstaje partia

Z właściwą sobie gracją Jarosław Gowin zakłada partię. Platforma Gowina domaga się od swoich członków najpierw godziny czynu społecznego. Rzecz jasna, czyn na rzecz dobra wspólnego, czyli Polski. Następnie czynownicy zostaną przyjęci do ruchu społecznego, a ci którzy się nie zniechęcą, dostaną legitymacje partyjne.

Na razie partię Gowina - nie posiadającej imienia - nazywam Platformą Gowina (PG), bo autor wyleciał z Platformy Obywatelskiej poprzez samorezygnację. Na pierwszej konwencji PG w Krakowie stawiła się pełna sala, kilkaset osób plus drugie tyle poza salą, jak zauważył lider nowej partii.

Rozumiem, że czyn społeczny zwolennicy Gowina mają za sobą, bo konwencja trwała godzinę i była czynem na rzecz dobra Polski. Czyn godzinny odfajkował także Marek Migalski (obecnie PJN), który zabrał głos na konwencji PG i pochwalił przede wszystkim swoje ugrupowanie za kombatanctwo, a następnie Gowina, bowiem PJN od dwóch lat mówi to, co Gowin powiedział na konwencji PG.

Gowin znany z deregulacji, którą wniósł na agendę dla dobra Polski, gdy był ministrem sprawiedliwości, zderegulował PO i z tej deregulacji tworzy nowy byt polityczny, a jego pierwszymi słowami na konwencji tego bytu było, iż "inni w Warszawie mówią, że jestem sam, że nikogo wokół mnie nie ma. Czy mówią prawdę? - zapytał deregulator i usłyszał: "Nie!" od czynowników.

Regulację PG lider ma już ułożoną. Legitymacje partyjne dostaną zwolennicy tuż-tuż przed wyborami w 2015 roku, a "jeżeli ktoś przyspieszy termin wyborów", legitymacje też przyspieszą.

W ten to sposób deregulator stał się regulatorem 20% członków PO, bo taki odsetek dostał głosów, gdy ubiegał się o przywództwo w PO. PG będzie regulować "energię tych ludzi, ich zapał, ich miłość do Polski, ich przywiązanie do współobywateli" - powiedział lider.

Zaczął od czynu społecznego "Godzina dla Polski". Przynajmniej nie jest to "Godzina W", która liczy dni 63, jak na powstanie przystało. Gowin na odchodnym z właściwą sobie gracją pogroził: "ta partia zmieni kształt sceny politycznej". Tak z deregulatora stał się regulatorem we własnej sprawie.

piątek, 23 sierpnia 2013

Drybler Tusk i Gowin w atakującej obronie

Donald Tusk fundnął sobie porażkę na własne życzenie. Ta porażka nie dotyczy tylko jego, ale partii rządzącej. Premier jest jednym z lepszych w kraju socjotechników, więc można spojrzeć na tę porażkę przez inny okular. Mianowicie, aby zapobiec głębokiemu kryzysowi, kryzys się wywołuje. Tusk świadomie go mógł wywołać.

Platforma w kryzysie jest od dawna. Do kryzysu programowego doszedł kryzys sondażowy - zarówno kiepskie notowania PO, jak i Tuska. Aby nie pójść na dno, wierchuszka PO wymyśliła wcześniejsze wewnętrzne wybory. Ktoś naprzeciw Tuska musiał (a w każdym razie powinien) stanąć. Wyzwanie podjął Jarosław Gowin. A mógł to zrobić jeszcze Grzegorz Schetyna. Można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby dzisiaj Platforma, gdy ta trójka ścigała się o fotel przewodniczącego.

Kryzys programowy PO (niemożność przyjęcia ustaw in vitro, związków partnerskich, ustaw okołokościelnych, itd.) skutkował w sondażach i postrzeganiem Tuska, jako kiepskiego menadżera rządu i włości Platformy.

Tuska czeka jeszcze gorąca jesień. Tradycyjnie Kaczyński będzie deptał w miesięcznice smoleńskie ze swoim "zamachem" i mojżeszową "drogą do prawdy" przez pustynię "Wina Tuska", na domiar złego uderzą w rząd związki zawodowe i to centralnie, w Warszawie.

Tusk chciał legitymacji walczącego przed roszczeniami, a może nawet pozbycia się prawego skrzydła w Platformie, aby ono skonstruowało jakąś przeciwwagę dla PiS. W czasie kampanii wyborczej wszak Gowin skonstruował jakiś program republikański. Nieprzypadkowo "republika" w ustach Gowina tak silnie była artykułowana.

Gowin wraz z Przemysławem Wiplerem i Pawłem Kowalem mogą stworzyć cywilizowaną prawicę, która nie wyprze PiS ze sceny politycznej, ale partię Kaczyńskiego mogą osłabić.

Wszystko powyższe to tylko dywagacje i "pobożne życzenia". Znaczyłoby to, iż PO będzie przesuwała się w lewą stronę sceny, a przynajmniej liberalizmu, o którym w kraju już zapomniano. Bo tak naprawdę nie mamy lewicy, wszak SLD jest partią sentymentu PRL-owskiego.

Wybory w PO to był drybling Tuska - nadal w kraju na politycznym boisku jest Lionelem Messi - Gowin atakował, ale tylko na własnej połowie. Co to więc za atak, acz z takim przeciwnikiem może czegoś się nauczył i gdy stanie w walce z Kaczyńskim o ten sam elektorat (plus Wipler i Kowal), coś uszczknie z elektoratu "katolicko-patriotycznego". Coś. Wówczas mógłby ogłosić się zwycięzcą.

piątek, 2 sierpnia 2013

Gowin, kandydat na parapremiera, doczekał się listu autorstwa premiera


Jarosław Gowin uważa, że zwalcza go Donald Tusk, w czym niejako miałby partyjną rację, gdyby był posłem PiS. Jak ocenić postawę Gowina, który nie poparł wraz z dwoma innymi posłami PO rządowego projektu zawieszenia progu ostrożnościowego długu publicznego?

Gowin nie chciał szkodzić Polakom i głosował zgodnie z sumieniem? Za sprawą wkładu sumienia Gowina nie mamy rozwiązań prawnych w kwestiach in vitro i związków partnerskich. Sumienie Gowina zatrzymało się w prehistorii PO, więc poseł wraca do źródeł, gdy PO miało program, a nie miało praktyki rządzenia.

Takiego konkurenta wygenerowało PO dla Tuska. Nie jest nim ani Bronisław Komorowski, ani Radosław Sikorski, ani nawet premier z Krakowa, Jan Rokita, jest nim Gowin.

Gowin chce zmienić Tuska na stanowisku przewodniczącego PO, a następnie zmienić rząd. Nie tylko Kaczyński ma kandydata na parapremiera rządu technicznego, także PO ma kandydata na parapremiera rządu technicznego, Gowina.

Przy czym Piotr Gliński ma poparcie Kaczyńskiego, Błaszczaka i Hofmana, Gowin ma poparcie Kaczyńskiego, Godsona i Żalka. Cechą wspólną kandydatów na parapremierów jest popierający ich Kaczyński. Zdziwiony jestem, iż Gliński nie stanął w szranki kampanii w PO, gdyż zdecydowanie bliżej byłoby mu objąć wyśnione stanowisko parapremiera rządu technicznego. Wystarczyłoby wygrać konkurencję z Tuskiem i Gowinem.

Gliński nie ma żadnych szans, aby w PiS wygrać z Kaczyńskim (p. Kazimierz Marcinkiewicz), tym bardziej że w tym układzie ma przeciw sobie na dokładkę całe PO.

Tusk napisał list do wyborców PO. Jego wymowa jest faktyczną "polityką miłości" do swojego konkurenta, Gowina, jeżeli skonfrontujemy listy Kaczyńskiego do członków PIS, choć prezesowi nikt nie stawał w jego folwarku partyjnym okoniem.

Gowin wszedł w taką spiralę opozycji, iż oczekuję na dniach podania składu gabinetu cieni parapremiera Gowina. Groteskowy był, jest i będzie Kaczyński. Do tego panoptikum dołącza Gowin.

Polityka nie jest kwestią sumienia, nie jest dochodzeniem do jakiejś wydumanej prawdy. Jest działaniem na rzecz dobra wspólnego społeczeństwa, które tworzy państwo. No, ale w Polsce mamy obrońców wartości i prawdy (którzy z ontologią i epistemologią mają niewiele wspólnego), lecz potrafią skutecznie zabagnić sferę życia publicznego.

sobota, 27 lipca 2013

Gdzie potoczy się głowa Gowina?


Jarosław Gowin doszedł do całkiem słusznego wniosku, iż przekonać do siebie wyborców może tylko jeżdżąc po kraju. Akurat tournee układa się się szlakiem Tuska, co jest zrozumiałe, bo wielkość (polityczną) buduje się na wzorcu, do którego dokłada swoją cegiełkę.

Nie wypalił Gowinowi pomysł debaty z Donaldem Tuskiem, bo nie mógł. Formy walki wybiera się, jakie dają szanse na zwycięstwo. Tusk spojrzał po szablach Gowina, nie musiał przykładać ręki do swojej broni, mniej gowinowców niż palców jednej ręki. Gowin prze jednak do debaty, bo do siebie jako kciuka, wskazującego Godsona oraz małego palca Żalka, mógłby dodać jakiś środkowy, może nawet o nazwisku Schetyna.

Szlakiem Tuska ma wypaść Gowinowi Olsztyn w niedzielę, w którym tłumy będą czekać na zwycięzcę Tuska. Były minister sprawiedliwości jeszcze raz dojrzał szansę debaty choćby na chodniku. Ta forma konwersacji politycznej kojarzy mi się z łapaniem Tuska za nogawkę, Gowin chce zatem na dowolnie wybranym chodniku zaszczekać na premiera.

Każdy ma prawo do artykulacji, jaka mu odpowiada. Gowin też. Tusk obchodzi się z nim łagodnie, jak z barankiem. Gdyż niewygodnie byłoby swojego słabego konkurenta usunąć w sytuacji wyborczej. Poczeka do czasu po kampanii, ale Gowin napiera coraz silniej, bo słyszy, jak duma premiera odnosi coraz więcej uszczerbków.

Nie tylko Gowin zastanawia się, jaka nastąpi sytuacja potem, gdy będzie miała dokonać się egzekucja, albo nazwę to inaczej: ofiara na ołtarzu jedności Platformy.

Czy Gowin prowadzony na rzeź, jak Izaak przez Abrahama Tuska, położy głowę pod toporem. I kto odezwie się w Tusku? Czy będzie to ojciec założyciel PO (synu Izaaku Gowinie, ofiara dla dobra ludu PO jest niezbędna), czy srogi, ale sprawiedliwy Jahwe, który nakaże wstrzymać dekapitację Gowina.

Tak czy siak, głowa Gowina gdzieś się potoczy. Po manowcach, albo ku wyższym celom PO. Albo - albo (Kierkegaard).

czwartek, 25 lipca 2013

Grupiński da prztyczka Gowinowi, Godsonowi i Żalkowi


Rafał Grupiński - szef klubu parlamentarnego PO - zapowiedział kary dla trzech zbuntowanych (cokolwiek zbuntowani znaczy) konserwatystów: Jarosława Gowina, Johna Godsona i Jacka Żalka, którzy głosowali przeciw przekazaniu do dalszych w komisjach rządowego projektu noweli ustawy o finansach publicznych. Nowela ma pozwolić na przesunięcie bezpieczników długu publicznego, de facto - zwiększenia go.

Kłopot z konserwatystami jest taki, że oni emancypują się z PO. Na kłopotach PO zyskują ci właśnie politycy PO, stają się "sprawiedliwymi", bo albo bronią wartości chrześcijańskich (jak przy ustawie o związkach partnerskich i in vitro), albo - jak teraz powiedział Gowin - "Na pewno będą głosowali w zgodzie z tym, jak pojmują interes milionów Polaków".

Albo wartości, albo interes narodu. Wychodzi, że na kłopoty z wartościami, albo narodem tylko Gowin, który jest jednak kłopotem dla partii rządzącej. Dzisiaj trudno go wydalić z PO, bo jest rywalem Donalda Tuska w wyborach na szefa PO. Gowin szanse ma zerowe, jest tego świadomy, chce podbić bębenka, bo i tak wypadnie z Platformy.

Gowin nie jest żadnym kłopotem, przeliczył się, ma tylko trzy szable. Po wewnętrznych wyborach zostanie relegowany z PO. Kłopoty są z Jackiem Rostowskim i zapleczem eksperckim, a także PR-owskim.

Rostowski mógł się mylić w założeniach budżetowych. Ekonomiści go przestrzegali, że są nazbyt optymistyczne. Gdy uchwalano budżet już nadawał się do poprawki. Brak think tanków ekonomicznych PO spowodował, że nie wykształcono rzeczywistych bezpieczników, a to w postaci cięć wydatków, a przede wszystkim wypracowania legislacji w prawie podatkowym, które uniezależniłoby wpływy do budżetu od wahań koniunktury gospodarczej. Przede wszystkim zaś uszczelnienie ściągalności VAT.

Ogromny kłopot Tuska to komunikacja ze społeczeństwem via media. Paweł Graś nie jest żadnym rzecznikiem, lecz antyrzecznikiem. I nie o niego chodzi, ale o planowanie przyszłości rządu przynajmniej w perspektywie kwartalnej. Tego kompletnie brak, nie wiemy co jutro Tusk zrobi, dowiadujemy się, co robi. Miał ruszyć lada moment tuskobus 2, a było to w lutym po sukcesie wydarcia pieniędzy unijnych (faktyczny triumf), tuskobus stoi, ma awarię. Spec od wizerunku Tuska, Igor Ostachowicz, to taki spec jak od literatury, która nadaje się na przemiał, bo nie jest to strawienia jako narracja.

I tuskobus będzie w stanie awarii przez całą jesień, bowiem premier weźmie się za gaszenie wrześniowego strajku generalnego związków zawodowych, który zapowiada się jak brazylijska antytuskowa telenowela. Kaczyński też przygotował niekonwencjonalne dojście do władzy, o czym informował w czasie weekendowego wypadu na Podkarpacie. No i Tusk będzie się paprał w wewnętrznych sprawach PO.

Na rządzenie może nie starczyć czasu. Kłopot z Tuskiem jest zupełnie inny, niż z Gowinem. Ten ostatni może być tylko relegowany, a Tusk pozostaje nie do zastąpienia, nie ma dla niego alternatywy. O czym można było się przekonać choćby po ostatnim wywiadzie z wiceszefem PiS Adamem Lipińskim. Partia Kaczyńskiego nie jest żadną alternatywą, nie ma propozycji rozwiązania polskich problemów, lecz ich zwielokrotnienia. Tusk to pikuś, PiS to byłoby zagrożenie, że hej.

Przed krajem niełatwy czas jesieni, w ogóle o łatwiźnie powinniśmy zapomnieć, a Grupiński tymczasem będzie dawał prztyczka Gowinowi i jego obrońcom "wartości i interesu narodu". Przynajmniej media będą miały z interesem Gowina używanie.

piątek, 14 czerwca 2013

Co słychać w PO? Nudy, zero ekscytacji


Platforma nadal jest zajęta sobą. Ostatni zarząd wskazuje na determinację Donalda Tuska do jak najszybszego rozstrzygnięcia kwestii przewodniczącego i późniejszego układania klocków personalnych w regionach i powiatach.

To postawienie demokratycznych procedur na głowie, ale PO trzeba potrząsnąć, aby wydobyła z siebie siły witalne. Zarząd przedstawi na konwencji, która odbędzie się za dwa tygodnie, projekt wyborów na szefa w wakacje. 40 tysięcy członków Platformy będzie wybierać Tuska, bo raczej nie widać nikogo, kto miałby jakieś szanse na realny sukces w konfrontacji z premierem.

Grzegorz Schetyna optuje za terminem jesiennym, licząc na dalsze osłabienie Tuska, a tym samym PO, która w sondażach ma się coraz gorzej. Przy Schetynie został już tylko Rafał Grupiński i szef mazowieckiego regionu Andrzej Halicki. To mało.

Schetyna raczej nie wejdzie w szranki z Tuskiem, może zdecydować się Jarosław Gowin - jest poza zarządem - siłą jego jest ankieta, którą badał nastroje wśród członków PO, lecz to nie to samo, co delegaci, którzy najpierw się dogadują, a potem głosują.

Tylko przez tydzień po konwencji będzie można zgłaszać swojej kandydatury na przewodniczącego. Krótko. Coś będzie trzeba zrobić z pasztetem warszawskim, jaki sporządziła partii Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prawdopodobnie już spełnione są warunki do ogłoszenia referendum w sprawie jej odwołania. Można przeciągać terminy, aż będzie prawnie skutkował prezydent komisaryczny stolicy. Niemniej to i tak będzie przegrana PO.

Jakie recepty przedstawi Tusk, aby odwrócić tendencje sondażowe - na konwencji i po wygranym wyścigu o fotel przewodniczącego? Rekonstrukcja rządu to będzie zdecydowanie za mało. Personalia w PO nie przedstawiają się imponująco, a sięgnięcie po niepartyjnych fachowców nie zadowoli aparatu.

Odwrócenie porządku demokratycznego - wybory w regionach i powiatach po głosowaniu na przewodniczącego - może skutkować, iż Tusk postawi na nowe postacie, które więcej uwagi będą poświęcały obecności w lokalnej polityce, a nie poszukiwaniu synekur.

W PO czkawką odbijają się kilkuletnie zaniedbania budowania struktur programowo-ideowych. Dzisiaj zbyt gwałtowne ruchy w tej sferze mogą przyspieszyć erozję partii i wizerunku. Mozolne odrabianie strat jest trudniejsze niż gwałtowny rzut na zadania i ekspresję wyborczą.

Niemniej z ostatniego zarządu PO przed konwencją powiało nudą. Podobną do tej, gdy do podróży jest jeszcze jakiś i spoglądamy na walizki, które są nostalgią. Zero ekscytacji.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Gowin jak Ulisses wymyślił konia platformianego


Jarosław Gowin urządził w PO prawybory. Tym samym powrócił do korzeni tej partii, gdy na jej czele stał triumwirat Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk. Dwóch pierwszych w Platformie nie ma, drugi nie żyje, ostał się tylko Tusk, który jest premierem kraju drugą kadencję.

Jakby nie patrzył, Tusk to potęga, a Gowin, który ma nie byle jakie aspiracje, prezentuje się mizernie. Był ministrem, została mu konserwa. Ministrem był takim, że  kilka razy miał być odstrzelony, aż w końcu został trafiony. Pióra się posypały, ambicje zostały.

Aby go ostatecznie nie trafił szlag, Gowin zaczął kombinować. Może wyszedłby z PO, ale gdzie? Nowe byty polityczne kończą się niebytem polityków. A do PiS droga stroma i samodzielni politycy w tej partii kończą strąceniem w niebyt.

Rozglądnął się wśród partyjnej braci, podobnej mu konserwy nie za wiele, szabel sztuk 20-30, reszta to liberały, albo wręcz lewacy. Aby wywalczyć pozycję na miarę ambicji, trzeba użyć sposobu, poszerzyć pole walki, a więc kolegów wprowadzić w stan dezorientacji, psychologicznie i ideowo zawirusować, wprowadzić takiego trojana, aby się od razu nie połapali. Zanim odwirusują plewy od manny, on będzie miał odpowiednią medialną oprawę, a w rękach jakiś miecz, a może nawet mizerykordię.

Gowin jest lepszym PR-owcem niż wszystkim się zdaje, w PO zdecydowanie najlepszym, a PiS powinien urządzić do niego pielgrzymkę po naukę wizerunkową. Ponoć Jarosław Kaczyński był u niego w Krakowie, gdy odwiedzał grób brata na Wawelu.

Gowin najpierw wystosował list do braci platformerskiej - ten sprzed dwóch tygodni - za bardzo nie chwycił, a Tuska nie zachwycił. Lecz autor z rezonu nic nie stracił - to warto podkreślić. Podłubał dalej w szarych komórkach i wyskoczyła mu taka oto perełka: ankieta. Pardon: prawybory w PO. Stanął w tych prawyborach sam z 21 pytaniami (a dokładnie pisząc: postulatami).

Zagranie prima sort. Każdy wynik tej ankiety to głos na Gowina. Po pierwsze jest w ich posiadaniu, po drugie on te pytania zadał. Po trzecie i najważniejsze, zanim zapoznał się z odpowiedziami dobrowolnie poddających się ankietowaniu, ogłosił triumf ankiety własnej "Gowina": – Przerosła moje najśmielsze oczekiwanie. Spodziewałem się kilku tysięcy ankiet w ciągu kilku tygodni, a w ciągu kilkunastu godzin dostałem ich ponad 25 tys.

Politycy! Uczcie się od Gowina! Tak powraca się do korzeni, tak urządza prawybory, po których jako kandydat frakcji republikańskiej przystępuje do wyborów naprzeciw demokraty Tuska o stanowisko president of the Civic Platform. Nagrodą wszak jest polski Biały Dom, Kancelaria Premiera.

A że nikt w PO nie wiedział o liście Gowina, o ankiecie-prawyborach? Kurczę, a czy Trojanie wiedzieli o pomysłach Ulissesa?

poniedziałek, 27 maja 2013

O przywództwo w jakiej partii ubiega się Jarosław Gowin?


Po niedzielnym liście (pasterskim) Jarosława Gowina do członków PO autor epistoły wypadłby z takiego PiS, jak swego czasu Zbigniew Ziobro i Marek Migalski. Możliwe, że tak z nim się stanie, ale Platforma nie będzie tą samą Platformą, z którą mamy dzisiaj do czynienia. Słowa Gowina są nieodwracalne, pociągną za sobą czyny dla PO, za które zapłaci partia i Polska.

Na nic zdadzą się zaklinania wszystkich wokół, konwencja dramatu została wypracowana tysiące lat temu i zawsze się sprawdzała.

Donald Tusk słusznie zauważył, iż miał wrażenie, że "Gowin ubiega się o wygraną, ale nie w PO".

Słuszność Tuska nie powoduje, że konwencja zostanie oddalona, ona jest w toku realizacji, mimo zapewnień Gowina: "Nie biorę pod uwagę odejścia z PO. Będę walczyć o duszę Platformy".

Ta zapiekłość duszy spowodowała, że frondysta wewnątrz PO zakomunikował: "Ubiegam się o przywództwo w innej partii niż obecna PO".

Obecna PO stawia go poza nawiasem, po przegranej o przywództwo w PO, Gowin nie może pozostać "w partii jak obecna PO".

W jakiej zobaczymy go za pół roku, za rok? W PiS? W partii Kaczyńskiego będzie jeszcze bardziej ciałem obcym niż dzisiaj jest w PO. W swojej partii? Szanse ma takie, jak PJN i Solidarna Polska.

Gowin przegra, taka jest logika konwencji, niestety zafundował przede wszystkim przegraną obecnej PO, która jutro nie będzie "taka sama, jak obecna PO".

I chyba po raz pierwszy napiszę z przekonaniem: "wina Tuska". Jak jest wina, będzie kara. Dla Tuska. A czy dla nas, dla Polski? Nie bałbym się odpowiedzi na ostatnie pytanie, gdybyśmy mieli mądrzejszych polityków. Mamy takich, jakich mamy. Takich, jak my

niedziela, 26 maja 2013

Smędeusze PO i Zorba Tusk


Platforma przyspiesza. Pierwszy sygnał bolidowi PO, który na zakrętach się wywracał, dał sygnał Donald Tusk. Zachęcił aparat: tylko do następnego zakrętu, do 29 czerwca, a będzie dobrze. Wyjdziemy na prostą rekonstrukcyjną rządu, może prostą programową - jak Janusz Piechociński się zgodzi - i na mecie wyborów 2015 zameldujemy się, aby odebrać wielgachnego szampana.

W ten sam ton przyspieszenia - co ja piszę? turboładowania! - PO wpadli inni. Grzegorz Schetyna chodzi po mediach i smędzi, a wraz z nim smędzi Rafał Grupiński, który "tylko chwilę będzie się zastanawiał, gdy Schetyna wystartuje do fotela przewodniczącego PO".

Prawdziwego koksu wrzucił do bolida PO Jarosław Gowin. Najpierw zajechał do jego boksu Jarosław Kaczyński, gdy na Wawelu odwiedzał grób brata, dostał od prezesa PiS zielone światło, i proszę, wysmarował list pasterski do ludu platformersów : "Władza to odpowiedzialność. Róbmy dobrą politykę!"

Tusk w sondażu "kogo Polacy mają widzieliby jako premiera" ma 17%. Odejmijmy od tego 6% Schetyny, no i gdzieś z 5% Gowina, to wyjdzie premierowi 7%. Liczba powiedziałbym szczęśliwa. Aparat PO ucieszy się z pewnością z takiego szczęścia, gdy ich partia dobije szczęśliwie do premiera z 7%.

Do wakacji tyle punktów procentowych "osiągnie" PO, PSL będzie miał ich więcej i Piechociński już powinien rozglądać się za koalicjantem. Turboładowanie PO wyrzuci ich z toru jeszcze przed zakrętem konwencji 29 czerwca. Dzisiaj Schetyna, Grupiński i Gowin powinni zastanawiać się, jakie części z bolida Platformy wezmą ze sobą i gdzie pójdą. Gowin - wiadomo - do PiS, a Schetyna i Grupiński do PJN, bo Platforma Jest Najważniejsza.

Mam dla tych smędeuszy PO pointę: Jaka piękna katastrofa! A Tuskowi mogą wręczyć kostur i jako Zorba - wartość dodana - pójdzie do Brukseli wyluzować Barroso, bo tam też szykuje się piękna katastrofa.

piątek, 10 maja 2013

PiS pokazał Gowinowi miejsce w porządku



PiS powinien przemyśleć strategię wobec Jarosława Gowina. Przemysław Wipler kusi go, aby został "prominentnym politykiem PiS" (TOK FM). Tymczasem PiS głosuje przeciw jedynemu udanemu "dziecku" Gowina, gdy ten był ministrem. Przeciw reformie sądów.

Inaczej nie można tego nazwać, iż PiS dokonał aborcji na jedynym udanym "dziecku" Gowina i to w ostatnim miesiącu ciąży. Jak Gowin w tych okolicznościach ma zostać "prominentnym politykiem PiS"? W tych okolicznościach wartości może tylko nazwać PiS dzieciobójcą.

A do tego Adam Hofman cieszy się, że z abortowania reformy Gowina, bo "rząd się sypie, koalicja się sypie". Gowin Hofmana nie obchodzi, ojciec reformy sądów nie przejdzie do PiS, będzie szukał zemsty.

Jednym z celów reformy sądów było rozbicie układów na głębokiej prowincji. Jak zatem ma się to do sławetnej walki PiS z układami, czego ostatnio przykład dała narracja filmowa "Układ zamknięty" i spotkała się z aplauzem prawicy.

PiS daje przyzwolenie na wszelkie układy, w tym prawne - między sądami a prowincjonalnymi złoczyńcami. Nieprawe to i niesprawiedliwe.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Gowin odwołany, narracja Tuska zwyciężyła



To, co teraz musiało się stać, a poprzednio nie mogło: Jarosław Gowin został odwołany. Nie jest na tyle silny, aby dyktować warunki w rządzie, ani tworzyć nowy byt na prawicy, jak niektórzy w zapale podziałów widzieliby. Gowin nie wyjdzie z PO, choć umizgi w jego kierunku były robione - i będą. Najświeższy to Przemysław Wipler, który w rozmowie z portalem wPolityce wyznał, że PiS skręca na lewo. Takich rzeczy nie mówi się bezkarnie, coś na ten temat wiedzą politycy z PJN. Wipler mówił to za przyzwoleniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Sprawiedliwość została w konserwatywnych rękach. Marka Biernackiego ma za to Donald Tusk w domu, polityk jest prawnikiem z doświadczeniem rządowym i pochodzi z tego samego miasta, co premier. Na Wybrzeżu jest wiele nie załatwionych spraw resortowych, będzie je zamiatał Biernacki.

Prawe skrzydło się wzbogaciło, gdyż Galicja (Kraków) jeszcze coś otrzyma. Czy to będzie sport, niedługo się przekonamy. Tusk buduje swoją pozycją przed wyborami na przewodniczącego PO. Wytrąca atuty Schetynie i Gowinowi na prawym skrzydle.

Po to są robione te zmiany, aby nic się nie zmieniło. Konserwatyzm rządzi w przestrzeni publicznej, a Tusk, aby rządzić, musi tym konserwatyzmem manipulować. Dymisja Gowina to początek kolejnego rozdziału dyktowanego przez Tuska, bo kolejne roszady będą.

A co powie koalicjant? Zdaje się, że Janusz Piechociński jest spacyfikowany, niektórzy jego ludzie będą się podniecali dymisją Gowina, PSL gra jak zwykle na dwie ręce, instrument jednak w ich posiadaniu jest zdezelowany, wydaje dużo niewłaściwych dźwięków.

Tę rundę (rozdział) wygrał Tusk. Zaszła zmiana, aby nic się nie zmieniło. Taka jest narracja Tuska od 2007 roku.

środa, 17 kwietnia 2013

Gowina lot nad kukułczym gniazdem




Minister Jarosław Gowin ma konserwatywnego doła. Chce szczególnie groźnych przestępców po odbyciu kary izolować w specjalnych ośrodkach pod nadzorem psychiatrycznym.

Ministrowi nie służy odcinek sprawiedliwości, gdyż kreacja, jaką się wykazuje nie ma nic wspólnego z prawem, ani tym bardziej ze sprawiedliwością. Okazuje się, że ta funkcja w rządzie jest szczególnie wrażliwa i odbiera większości rozum. Albo zostają na niej osadzani ci, którzy takim przymiotem niekoniecznie muszą świecić.

Jakoś tak się toczy od rządów Jerzego Buzka, potem wystąpił srogi Zbigniew Ziobro, Andrzej Bobola Czuma też nie miał najlepszej passy, a obecnie mamy do czynienia z Gowinem.

Napisałem, że konserwatysta. Oczywiście, że nie. To populista. Konserwatyzm nie ma wiele wspólnego z Kościołem, bo Gowin winien wykazywać miłość do wszelakich Barabaszów i pomóc im wyciągnąć zardzewiały gwóźdź z krzyża egzystencji. Gowin chętnie by jeszcze jeden wbił, a nawet zanurzył włócznię w boku Barabaszów.

Podeprę się "recenzją" zamiarów "konserwatysty" Gowina, którą zrobiła prof. Monika Płatek: - To chory, populistyczny pomysł. Nie możemy robić cyrku z wymiaru sprawiedliwości.

Należy wziąć pod uwagę wartości Gowina, bo minister mógł mieć siebie na myśli, aby pozostawać pod opieką nadzoru psychiatrycznego. Taki może być dół konserwatywny Gowina: Barabaszu, zbrodnię i karę odbębniłeś, ja poczęty z dziewictwa wartości mych, jak Randle Patrick McMurphy poddam się elektrowstrząsom w ramach empatii.

Proponuję, aby siostrą Ratched nie została profesor Płatek.

poniedziałek, 4 marca 2013

Gowin lubi poniedziałki



Jarosław Gowin zostaje ministrem sprawiedliwości, co było nietrudne do przewidzenia. O ile wiem, Donald Tusk nie jest samobójcą politycznym, daje temu przykład od 2007 roku. Jak na Polskę to rekord. Acz premier nie jest od bicia rekordów, ale od rządzenia.

Dlaczego jednak dali się wkręcić w owo grillowanie inni? Wszak nie był grillowany Gowin, a zdaje się, że na ruszt zostały wbite media i komentatorzy polityczni. Polaków to zbytnio nie obchodziło. A jednak swąd medialny grillowania pozostał. W tym miejscu można wpisać nazwiska tych, którzy się wypowiadali w mediach, że Gowin może odejść.

Czy zatem było to teatrum? Może. Takie są spektakle, jacy obecni na widowni. A w pierwszym rzędzie widowni czuć smród przypieczonych emocji, wzmacniany grillem z dalszym rzędów.

Czy widzowie nie usłyszeli, że aktorowi w swoim epizodzie kwestię podrzucił sufler: "Nie lubię poniedziałków". Komedia i do tego polska. Choć podana była w języku Szekspira, który też ten gatunek uprawiał?

Jakie miał Tusk wyjście z Gowinem? Tylko go zostawić tam, gdzie jest. Wkrótce wszak zostanie zgłoszone wotum nieufności wobec niego. Wystarczyłoby, żeby prezes PiS powiedział w wystąpieniu na trybunie sejmowej, gdy będzie zachwalał kandydaturę parapremiera Piotra Glińskiego: - Hm, rozważaliśmy, czy wicepremierem nie mógłby zostać Gowin, a nawet odzywały się głosy w naszej partii, aby zaproponować mu premiera.

Niektórzy politycy nie daliby się nabrać. Nie byłoby tak z elektoratem. Kaczyński ciągle gra rozchwianiem sceny politycznej. Kiedyś może się udać z tą polityczną paradontozą. Na Gowinie jego atuty się nie kończą.

Gdyby Tusk postąpił radykalnie, jak niektórzy chcieli i zafundował sobie niepewność (nam też), to co byśmy zobaczyli? Nową koalicję, bo z czasem - najpóźniej za pół roku - musiałoby do tego dojść. Albo do przedwczesnych wyborów.

Z kim nowa koalicja? Tylko pozostaje lewica. Ale z jaką lewicą? W kraju nie ma klasycznej lewicy. SLD nigdy nią nie była, a nawet jak ktoś tego się dopatrzy, to dzisiaj SLD jest niepewna, mimo, że sondaże ostatnie dają jej 15%. Ceną dla PO mógłby być tylko dryf z Leszkiem Millerem i dalsza erozja partii. A nawet stać się przystawką.

A może Janusz Palikot? Najpierw jak siebie uporządkuje, zmierzy się ze sobą i swoim Ruchem, bo lider partii swojego nazwiska przeżywa kłopoty osobowościowe, tego nie da się ukryć przed przeciętnym psychologiem.

Tusk i tak stoi przed rekonstrukcją rządu i to głęboką, a Gowin to najmniejsze zmartwienie. Przede wszystkim ministrowie nie są obecnie w przestrzeni debaty publicznej, nie rozmawiają ze społeczeństwem.

Wina kogo? Kadr PO, a zatem Tuska. Premier musi popracować nad swoją partią, ale nie poprzez usuwania ogniwa Gowina, bo ten prędzej czy później da się przekonać, co staoi na przekór jego wartościom.

Szczęściem dla Tuska jest, że opozycja jest jeszcze słabsza niż PO. Możliwe, że najsłabszy jest segment mediów informacyjnych i wymierający gatunek komentatorów politycznych.

piątek, 1 marca 2013

Nie grill Gowina, a szewski poniedziałek Tuska



Donalda Tuska nie stać na pozbycie się Jarosława Gowina, nawet gdy w poniedziałek, którego minister sprawiedliwości nie lubi, zostanie pozbawiony resortu. Odbędzie się handel wewnątrzpartyjny: coś za coś. Gowin nie jest grillowany, to Tusk czeka na swój szewski poniedziałek.

Sytuacja PO jest nieciekawa, odpływ polityków na prawo to złożenie broni przez premiera. PiS nie zdobędzie władzy, to szybciej centrum się rozproszy, a zyskiwać będzie lewica, która w tej chwili wyniesiona zostałaby na konflikcie PO-PiS, gdyby na czele SLD stał ktoś inny niż Leszek Miller.

Swoje szanse stracił Janusz Palikot wdając się w wojenki feministyczne. Nie wydaje mi się, aby miał mu pomóc Aleksander Kwaśniewski, który za cokolwiek się brał do sklejania, nie miał dostatecznej cierpliwości.

Tusk ma kłopot wewnątrz PO, a nie w rządzie, bo ten jest pochodną stanu personalnego Platformy. Jeżeli ktoś mi wytłumaczy na czym polega medialność rzecznika prasowego Pawła Grasia, to za klarowność wypowiedzi jestem wiele mu oddać.

Albo jakie są zasługi w grach parlamentarnych Rafała Grupińskiego, który kolejne projekty ustaw oddaje na żywioł "wolności sumienia". Te dwie osoby są słabiutkimi ogniwami PO, zawsze pękają.

Ale to też pionki. Największą słabością PO jest cień Grzegorza Schetyny. Niezagospodarowany Schetyna snuje się wewnątrz PO, podrzuci jakiś zepsuty pomysł, a to Gowinowi, a to Grupińskiemu. Pomysłu nie można zrealizować i od czasu do czasu Schetyna ogłasza w mediach, że jest w stanie podjąć trud jakiejś roli. Był drugim po bogu, teraz chce stanąć naprzeciw niego.

Premier ma silne narzędzia aby Schetynę podporządkować swojej wizji rządzenia, a Schetyna wydaje się być dobrym kadrowym, który powinien dla młodszych polityków ustanowić ścieżki awansów i z czasem następstwo polityczne.

W PO nie ma rotacji kadr, fluktuacji, w wyniku, których poddawani byliby weryfikacji. Dlatego trwają tak bezbarwne postacie na wrażliwych stanowiskach, jak Graś i Grupiński, których rozpoznawalność wśród Polaków i elektoratu jest bliska zeru.

PO brak harmonii wewnętrznej, dochodzą nas tylko jakieś dysonanse, a Gowin poza PO może się przyczynić do pandemonium partii, czego nie życzyłaby sobie większość Polaków w obecnym rozdaniu sejmowym.

wtorek, 29 stycznia 2013

Kaczyński nie podskoczy mentalnie i intelektualnie, ale nie może być straszakiem na Polaków



Obudził się "premier" Jarosław Kaczyński. Po kilku dniach żałoby związanej ze śmiercią matki i prasowych spekulacjach, że jest "po drugiej stronie tęczy" (władzy), dał znać o sobie. Nie słyszał o żadnej "tęczy", za to nie zetknął się z podobną sytuacją, aby podskakiwał mu minister sprawiedliwości, jak Jarosław Gowin robi to Donaldowi Tuskowi, bo (przyznaje skromnie): "widocznie byłem trochę sprawniejszym premierem".

Faktycznie, ministrem w jego rządzie był Zbigniew Ziobro i z całym oddaniem zakładał IV RP, która upadła w 2007 roku i jest nadzieja, że nigdy nie wróci. Ziobro podskoczył dopiero potem i został odpowiednio potraktowany przez prezesa: nie ma go już w PiS.

Czy podobny los w PO spotka Gowina? Można wątpić, gdyż w przeciwnym wypadku Platforma by się rozpadła, a Tusk zmuszony byłby oddać rządy. Obecny premier zafundował sobie kłopot. Od jego rozwiązania - krótko pisząc: pozbycia się Gowina - zależy przyszłość tej ekipy rządowej.

Sprawy obyczajowe i normy prawne, które je regulują, są w państwie ważne. Ale nie najważniejsze. Mogą być bezprzedmiotowe, gdy kraj pogrąży się w kryzysie. Aby tak się nie stało, trzeba zdecydowanych uregulowań w gospodarce oraz wizji przetrwania i rozwoju.

Kryzys zawitał do Polski, a w Sejmie toczona jest dyskusja, czy związki partnerskie są konstytucyjne, czy nie. W polemikę ze swoim ministrem wdaje się premier. Przecież za taki temat zastępczy będzie musiał zapłacić brakiem zaufania rodaków do siebie i obniżką sondażową dla PO.

Kaczyński to punktuje, po clintonowsku mówi "Gospodarka, głupcze": - Trzeba dyskutować o kwestiach naprawdę ważnych. Bez naprawy polskiej gospodarki przyszłość Polski jest pod wielkim znakiem zapytania.

Tusk do tej pory miał się politycznie dobrze, dzięki Kaczyńskiemu, bo ten napędzał mu elektorat. Coraz więcej Polaków zniechęca się do polityki. Tusk traci zaufanie, ale nie zyskuje Kaczyński, ani niemrawa lewica. Nie musi tak trwać stale. Potrzebne są zdecydowane posunięcia wewnątrz PO i koalicji.

Kaczyński nie podskoczy mentalnie i intelektualnie, ale nie może być straszakiem na Polaków. Do tej pory Tusk na tym zyskiwał, swoją pozycję miał dzięki indolencji Kaczyńskiego. W czasie kryzysu premier ma szansę okazać się mężem stanu, ale nie może wchodzić w tego rodzaju zapasy polityczne, jak z Gowinem w sprawie związków partnerskich, które zresztą przegrał.

środa, 21 listopada 2012

Tusk: Jak daleko jeszcze do normalności




Spotkanie Jarosława Gowina z Jarosławem Kaczyńskim i kilku jego przybocznymi może wyglądać na nienormalne, bo dawno w naszej polityce nie ma normalności. Najczęściej wojna, w której jakikolwiek dialog jest zagłuszany armatami (retorycznymi).

Oczko w głowie Gowina i Donalda Tuska - deregulacja zawodów - utknęło w martwym punkcie. Deregulacji nie chcą branże, których ta forma pozbawiania koncesji dotyczy, deregulacji nie chcą partie polityczne, nawet koalicyjna PSL.

Wolny rynek w zawodach dobrze brzmi na papierze i w Konstytucji, ale nie kręci polityków, bo pozbawia ich wpływów, mniej mają do rozdawania.

Gowin udał się do Kaczyńskiego z niejakim pakietem propozycji. Z jednej strony deregulacja, z drugiej reforma wymiaru sprawiedliwości. Nawet koalicyjne PSL jest przeciw wchłonięciu małych sądów i prokuratur zawodowych przez większe jednostki, aby nie wytracana była energia prawników.

Do reformy instytucji sprawiedliwości dodane zostało zaostrzenie prawa, choć opakowane w terminologię medyczną. Czymże innym jest stwierdzenie, iż jeżeli niebezpieczny przestępca po odbyciu kary nie rokowałby, iż resocjalizacja nie w pełni się udała, mógł być dalej izolowany poprzez leczenie w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Jeżeli ktoś wierzy w resocjalizację, jego sprawa. A jeżeli ktoś wierzy, iż niezresocjalizowany przestępca da się wyleczyć psychiatrycznie ze swoich ciągot przestępczych, to ten wierzący w takie medyczne hokus-pokus winien wraz z niezresocjalizowanym być poddany leczeniu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Albo na przestępcę nakłada się odpowiednią karę, albo od razu zamyka się w psychiatryku. A propozycją Gowina jest kara w więzieniu, a potem psychiatryk. To jest dodanie bezprawne do kary jeszcze jednej kary przez widzimisię dyrektora więzienia i konsylium psychiatrów.

Jest to nakładanie medykom prerogatyw prawnych. Czyli pomieszanie z poplątaniem. Nie wątpię, iż ten aspekt może się spodobać PiS, wszak Kaczyński zawsze był za "usprawnieniem" prawa, czyli maksymalnym jego zaostrzeniem . Polskie więzienia nikogo nie sprowadziły na dobrą drogę, bo jeszcze nie stosują nowoczesnych  metod resocjalizacji poprzez zatrudnianie psychologów i psychiatrów, a nawet pedagogów.

Nie wyczytałem, aby Gowin udał się do Kaczyńskiego z propozycjami reformy zakładów penitencjarnych.

Czy Gowinowi coś się udało na spotkaniu osiągnąć? Chyba tylko to, co powiedział Donald Tusk: "Jak daleko jeszcze do normalności". Powiedział to o politykach dla których nienormalnym jest normalne spotkanie polityków konkurencyjnych partii w konkretnych sprawach.

Moja propozycja jest następująca: Przestępcy do odbywania kar, a politycy do osiągania normalności. Czyli gdzie? Tam gdzie politycy chcą niezresocjalizowanych przestępców uczyć normalności poprzez leczenie.

czwartek, 15 listopada 2012

Gowinie, do prokuratury, albo do lekarza!



Platforma wyhodowała na swoim łonie takiego "ducha prawa", jak Jarosław Gowin. I to posadowiła go na ministerstwie sprawiedliwości. Czyżby to słowo (sprawiedliwość) w kraju miało być przeklęte. Za tzw. IV RP okupował jej jeden "duch", teraz drugi, a litera pozostaje w głębokim poszanowaniu.

Gowin odniósł się do delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej proponowanej przez SLD i odnalazł równoważnik tej endecko-narodowej organizacji w środowisku Krytyki Politycznej, bo ta wydała pisma Lenina z przedmową Slavoja Żiżka.

Rozumiem, że tradycjonalista (?) Gowin nie czyta, bo jest ministrem, a wcześniej do tego stanowiska się przygotowywał, ale mógłby nie obrażać filozofów, socjologów i paru najzdolniejszych Polaków posługujących się piórem i umysłem. Równoważnik może występować w głowie Gowina, ale za stan jego szarych komórek nie odpowiadam i zdaje się, że on sam coraz bardziej nie odpowiada. Dopóty niewiele znaczył i niewiele mówił, można było mieć nadzieję, że więcej niż dwa puzzle składają mu jakiś sens. Obecnie należy i w taką przeciętność wątpić.

Nie zawsze mi po drodze z Krytyką Polityczną (np. jak jeszcze niedawno Agacie Robson-Bielik i Cezaremu Michalskiemu), ale po drodze mi z publikacjami, które dzięki upartości Sławomira Sierakowskiego są obecne w obiegu języka polskiego.

Jaki może być równoważnik między działaniami Sierakowskiego, który tyle dobra wniósł w przestrzeń intelektualną kultury polskiej a działaczami endeckimi, czy też narodowymi (nazwisk nie pomnę). Już za to obrażanie coraz ubożejącej kondycji polskiej kultury Gowin powinien z rządu polecieć na twarz.

Jeżeli Gowin nie potrafi przeczytać Żiżka, to nie potrafi dzisiaj przeczytać żadnej ożywczej myśli socjologicznej, czy filozoficznej. Jeżeli u Żiżka bądź w działaniach KP dopatruje się apoteozy komunizmu - powtórzę za Sierakowskim - "natychmiast zgłosić się do prokuratury, albo do lekarza!"

Chyba, ze mamy do czynienia z kolejnym politykiem na proszkach. Tym bardziej - do lecznicy.

środa, 4 lipca 2012

Boski bozon



Zupełnie niedawno przypomniano mi, że istnieje gabinet cieni Kongresu Kobiet. Nieformalne ciało kobiet. Za taką nieformalnością, czy też formalnością, zwykle optuję, ma to związek ze prawami kondycji ludzkiej jako takiej. Społecznej, politycznej i prywatnej, bo kobiety z przynależną im siłą egzekwują równe prawa.


Babskie fanaberie - tak postrzegają ci, którzy chcieliby zachować status dotychczasowych parytetów płci we wszelkich dziedzinach - to bodaj najsilniejszy motor, który prze do standardu nowowczesności. Krztusi się, przerywa, ale nowe tereny zdobywa.


Polityka to teren najbardziej przypominający ugór. Z trudem coś wartościowego rodzi, za to ludzi na nim na metr kwadratowy więcej niż gdzie indziej. Ludzi - mam na myśli mężczyzn. Ale to gabinet cieni kobiet przekonał Donalda Tuska, aby Polska wreszcie przystąpiła do konwencji KE w sprawie przeciwdziałania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Jarosław Gowin dopatrywał się w konwencji zagrożenia tradycyjnej rodziny. Konwencja inaczej operuje językiem opisu płci, a przetłumaczona na język polski mogła faktycznie zabełtać w uformowanym trwale umyśle polityka. Nie wdając się w szczegóły, tak można po gowinowemu czytać każdy dokument prawa międzynarodowego i dopatrzeć się burzenia tradycji wszystkiego wokół. Niewiele ma to wspólnego z konserwatyzmem, polski konserwatysta to zupełnie nowy wyznawca bytu ideowego.

W każdym razie konwencja zostanie podpisana. Nie wiadomo, co z Rejtanem Gowinem, może pozostać już na stałe w tych drzwiach tradycji, gdy Tusk będzie rekonstruował rząd, a zrobi to - wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują - tuż po wakacjach.

Podejrzewam, że podobny los czeka in vitro. Projektów ustawy o tej formie poczęcia człowieka jest bez liku. Poszczególne z nich zbliżają nas coraz bardziej do średniowiecza, ulubionego okresu polskiej polityki. Osiągnięcia nauki sobie, a polska polityka swoje, bo stoi na straży etyki, acz tę etykę nie formułuje w stosunku do dzisiejszych potrzeb, tylko posługuje się podręcznikiem etyki, jak protezą.

In vitro chyba też zostanie dopchane kolanami kobiet, gdyż nasze białogłowy to właśnie ta odkryta boska cząstka Higgsa. Polski bozon. Boski.