Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2013

Mętna wojna na Platformie - dogrywka

W strukturach dolnośląskich oficjalna wojna w dwóch odsłonach odbyła się w sobotę, wygrał ją harcownik Donalda Tuska, Jacek Protasiewicz. A że jest to teren (był) Grzegorza Schetyny, uchodzącego za nr 2 (acz odsuniętego) w partii rządzącej, można było się spodziewać, że pokonany nie zadowoli się zapewnieniem zwycięzcy, że Tusk dla niego coś ma.

Dwa dni później nagranie korupcji politycznej w PO publikuje "Newsweek", medium wszak liberalne, a zatem zbliżone to Tuska, bądź szerzej: Platformy. Poseł PO Norbert Wojnarowski za głos na Protasiewicza chce przekupić delegata Edwarda Klimka, proponuje synekurę w KGHM.

Klimka nie dał się przekupić, pisze oficjalne oświadczenie. Ale Rafał Grupiński - szef Klubu parlamentarnego PO - na Twitterze jest za powtórzeniem zjazdu dolnośląskiej PO, stronnik Schetyny.

Portal naTemat.pl (własność Tomaszów Lisa i Machały), który wie co w "Newsweeku" piszczy, o dotarciu nagrania korupcyjnego w PO tak pisze: "Można się spodziewać, że za jego powstanie (nagrania - przyp. mój) i upublicznienie odpowiadają ludzie Grzegorza Schetyny". A korupcja polityczna była przewidziana przez schetynowców, aby w razie przegranej mieć argumenty za powtórzeniem wyborów na Dolnym Śląsku, bo w ten sposób skompromitowany Protasiewicz nie wystartuje.

Zatem schetynowcy podrzucili nagranie, a "Newsweek" chyba miał świadomość, że to ich robota, a nie jakiegoś dziennikarza śledczego.

Tyle da się odczytać z drugiej części wojny - dogrywki - w PO. Bardzo mętnej wojny i to prowadzonej w mediach. Walczące strony podrzucają nagrania, piszą na Twitterze, a my tylko możemy się domyślać, jak pozycjonowane są wojska.

Najświeższa wiadomość jest taka, że poseł PO Jakub Szulc z Dolnego Śląska złożył do Biura Krajowego PO wniosek o unieważnienie sobotnich  wyborów. O tym jak będzie, zadecydują władze PO na jutrzejszym posiedzeniu.

Jakakolwiek decyzja zapadnie, mętna wojna domowa w PO rykoszetami jej odłamków trafi w premiera. To samobój, może coś więcej, strony zaś poczynają sobie nieczysto.

niedziela, 27 października 2013

Okładka "wSieci": oczywista oczywistość


Sporo trzeba mieć złej woli, aby w zdjęciu zamieszczonym na okładce nowego numeru "wSieci" dopatrzeć się tylko zadowolenia w postawie Donalda Tuska i takiegoż u Władimira Putina.

Spójrzmy na to zdjęcie szerzej. Choćby tak, że w uchwyconym w głębokim profilu Tusk przejawia poprzez gest zaciśniętych pięści determinację, a Putin jest sceptyczny, a może nawet wyrażający postawę: co mam z tym fantem zrobić, hekatombą lotniczą.

Bez uprzedzeń, złych emocji, dystansując się od poglądów. Trudne? Jeżeli tak, to indoktrynacja emocjonalna zdemolowała niejednego Polaka.

Groźne naprawdę są dopiero słowa Jacka Karnowskiego, które zamieszcza już w tytule króciutkiej zapowiedzi: "Dogadani?"

Po cholerę ten znak zapytania. Oczywista oczywistość przesłania. To jest groźne w pisaniu Karnowskiego. Nie będę znęcał się nad jego warsztatem dziennikarskim i operowaniem znaczeniami w języku polskim, najwyżej średnia krajowa: "im dłużej patrzymy na połączone wyraźną nicią porozumienia twarze Donalda Tuska i Władimira Putina, tym przerażenie jest większe". Redaktorze, pióro nigdy nie będzie twoją silną stroną.

Dominika Wielowieyska czuje się okładką "wSieci" uderzona obuchem i dopatruje się podprogowego przesłania: "Tusk z Putinem zamordowali 96 osób z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele".

Przepraszam, a inne przesłanie w prawicowych tygodnikach było (w 3. tygodnikach - dla porządku)?. Nieumiejętność polemizowania - nawet przy założeniu, że mają integralne poglądy - wykuwana była przez 3 lata z okładem po Smoleńsku.

To jedyne przesłanie: "Dogadani?" Karnowskich, Ziemkiewiczów, Sakiewiczów. Nie przeszkadza im kompromitacja poszczególnych osób i elementów kuchni smoleńskiej. Zanim Macierewicz zracjonalizuje swoją wpadkę, oni już to wcześniej zrobili.

Czy w Polsce może się oczyścić ta zafajdana atmosfera posmoleńska? Obawiam się, że nie. Potrzeba jakiejś silniejszej hekatomby niż w Rosji, aby zostały rozwiane smoleńskie mgły, w których błądzą (och, cynicznie, cynicznie) redaktorzy takich wstępniaków, jak ów komentujący fotografię Tuska i Putina.

Kłopotliwym zaskoczeniem jest najnowszy sondaż TNS Polska, aż o 9 punktów procentowych przewagi Platformy (41) nad PiS. To nie tylko dar z Konferencji Smoleńskiej od Jacka Rońdy i Chrisa Cieszewskiego. Aż tacy rozrzutni nie są, to coś głębszego, zarazem niepokojącego. PO nic nie zrobiła, aby jej tak podskoczyło. Czy polityka to wybór między gorszym, najgorszym i jeszcze gorszym od najgorszego.

piątek, 30 sierpnia 2013

Tusk może uniknąć Waterloo

13 października - dzień warszawskiego referendum. To dla Donalda Tuska data w ostatnim czasie najważniejsza. Tak samo, jak ostatnie wybory parlamentarne, a może nawet bardziej.

Dlatego już stosuje grę medialną. Ostrą, a może nawet brutalną. Wysłał dwa komunikaty. Jeden - nie idźcie na referendum. Drugi - HGW i tak zostanie, jeśli przegra, będzie zarządcą komisarycznym.

Co o tym myśleć? Przeciwnicy - powiedzą, że referendum jest dobrem demokracji. Ale demokracja jest grą polityczną. I tę zaproponował Tusk. W polityce ważna jest skuteczność, a w demokracji skuteczne zastosowanie najlepszych rozwiązań prawnych.

Zwycięzców się nie rozlicza. Tomasz Lis twierdzi, że ten polityczny dogmat jest autorstwa najgłośniejszego kanclerza III Rzeszy. Otóż nie. To określenie pada w biblii skuteczności politycznej: "Księciu" Machiavellego.

Tenże Lis twierdzi, że Warszawa tego październikowego dnia będzie dla Tuska Stalingradem. Nie odpowiada mi ta metafora, zbyt zawikłana. Bardziej wybór między dwoma bitwami napoleońskimi: Austerlitz, albo Waterloo.

Jeżeli ten dzień dla premiera miałby być dniem miasta walońskiego, to zapytam: kto byłby Bluecherem, a kto Wellingtonem.

I powiem tak: nie widzę. Tusk jest wyczerpany, jak cesarz francuski po marszu rosyjskim (Smoleńsk i nie tylko), nie może więc dopuścić do bitwy pod Lipskiem, nawet poświęcając księcia Pepi (HGW). Ma czas na skonsolidowanie szeregów i nowy zaciąg (rządowy). Wyrzucić Gowina, dogadać się ze Schetyną.

Bez Lipska nie będzie Waterloo. Albo inaczej: będzie to miasto walońskie, ale będzie miało zamierzony wynik, bo nie widać Bluecherów i Wellingtonów. Taka jest polityka: skuteczność osiągana poprzez eliminację wrogów, szczególnie we własnych szeregach.

Bez Waterloo nie będzie Elby, ani św. Heleny, bo tam zostałby zesłany przez Jarosława Kaczyńskiego po procesie smoleńskim, który przypominałby "toczka w toczkę" to, co wyprawia Janukowycz z Tymoszenko. Wygrana PiS - to kazamaty dla Tuska.

piątek, 23 sierpnia 2013

Drybler Tusk i Gowin w atakującej obronie

Donald Tusk fundnął sobie porażkę na własne życzenie. Ta porażka nie dotyczy tylko jego, ale partii rządzącej. Premier jest jednym z lepszych w kraju socjotechników, więc można spojrzeć na tę porażkę przez inny okular. Mianowicie, aby zapobiec głębokiemu kryzysowi, kryzys się wywołuje. Tusk świadomie go mógł wywołać.

Platforma w kryzysie jest od dawna. Do kryzysu programowego doszedł kryzys sondażowy - zarówno kiepskie notowania PO, jak i Tuska. Aby nie pójść na dno, wierchuszka PO wymyśliła wcześniejsze wewnętrzne wybory. Ktoś naprzeciw Tuska musiał (a w każdym razie powinien) stanąć. Wyzwanie podjął Jarosław Gowin. A mógł to zrobić jeszcze Grzegorz Schetyna. Można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby dzisiaj Platforma, gdy ta trójka ścigała się o fotel przewodniczącego.

Kryzys programowy PO (niemożność przyjęcia ustaw in vitro, związków partnerskich, ustaw okołokościelnych, itd.) skutkował w sondażach i postrzeganiem Tuska, jako kiepskiego menadżera rządu i włości Platformy.

Tuska czeka jeszcze gorąca jesień. Tradycyjnie Kaczyński będzie deptał w miesięcznice smoleńskie ze swoim "zamachem" i mojżeszową "drogą do prawdy" przez pustynię "Wina Tuska", na domiar złego uderzą w rząd związki zawodowe i to centralnie, w Warszawie.

Tusk chciał legitymacji walczącego przed roszczeniami, a może nawet pozbycia się prawego skrzydła w Platformie, aby ono skonstruowało jakąś przeciwwagę dla PiS. W czasie kampanii wyborczej wszak Gowin skonstruował jakiś program republikański. Nieprzypadkowo "republika" w ustach Gowina tak silnie była artykułowana.

Gowin wraz z Przemysławem Wiplerem i Pawłem Kowalem mogą stworzyć cywilizowaną prawicę, która nie wyprze PiS ze sceny politycznej, ale partię Kaczyńskiego mogą osłabić.

Wszystko powyższe to tylko dywagacje i "pobożne życzenia". Znaczyłoby to, iż PO będzie przesuwała się w lewą stronę sceny, a przynajmniej liberalizmu, o którym w kraju już zapomniano. Bo tak naprawdę nie mamy lewicy, wszak SLD jest partią sentymentu PRL-owskiego.

Wybory w PO to był drybling Tuska - nadal w kraju na politycznym boisku jest Lionelem Messi - Gowin atakował, ale tylko na własnej połowie. Co to więc za atak, acz z takim przeciwnikiem może czegoś się nauczył i gdy stanie w walce z Kaczyńskim o ten sam elektorat (plus Wipler i Kowal), coś uszczknie z elektoratu "katolicko-patriotycznego". Coś. Wówczas mógłby ogłosić się zwycięzcą.

piątek, 2 sierpnia 2013

Gowin, kandydat na parapremiera, doczekał się listu autorstwa premiera


Jarosław Gowin uważa, że zwalcza go Donald Tusk, w czym niejako miałby partyjną rację, gdyby był posłem PiS. Jak ocenić postawę Gowina, który nie poparł wraz z dwoma innymi posłami PO rządowego projektu zawieszenia progu ostrożnościowego długu publicznego?

Gowin nie chciał szkodzić Polakom i głosował zgodnie z sumieniem? Za sprawą wkładu sumienia Gowina nie mamy rozwiązań prawnych w kwestiach in vitro i związków partnerskich. Sumienie Gowina zatrzymało się w prehistorii PO, więc poseł wraca do źródeł, gdy PO miało program, a nie miało praktyki rządzenia.

Takiego konkurenta wygenerowało PO dla Tuska. Nie jest nim ani Bronisław Komorowski, ani Radosław Sikorski, ani nawet premier z Krakowa, Jan Rokita, jest nim Gowin.

Gowin chce zmienić Tuska na stanowisku przewodniczącego PO, a następnie zmienić rząd. Nie tylko Kaczyński ma kandydata na parapremiera rządu technicznego, także PO ma kandydata na parapremiera rządu technicznego, Gowina.

Przy czym Piotr Gliński ma poparcie Kaczyńskiego, Błaszczaka i Hofmana, Gowin ma poparcie Kaczyńskiego, Godsona i Żalka. Cechą wspólną kandydatów na parapremierów jest popierający ich Kaczyński. Zdziwiony jestem, iż Gliński nie stanął w szranki kampanii w PO, gdyż zdecydowanie bliżej byłoby mu objąć wyśnione stanowisko parapremiera rządu technicznego. Wystarczyłoby wygrać konkurencję z Tuskiem i Gowinem.

Gliński nie ma żadnych szans, aby w PiS wygrać z Kaczyńskim (p. Kazimierz Marcinkiewicz), tym bardziej że w tym układzie ma przeciw sobie na dokładkę całe PO.

Tusk napisał list do wyborców PO. Jego wymowa jest faktyczną "polityką miłości" do swojego konkurenta, Gowina, jeżeli skonfrontujemy listy Kaczyńskiego do członków PIS, choć prezesowi nikt nie stawał w jego folwarku partyjnym okoniem.

Gowin wszedł w taką spiralę opozycji, iż oczekuję na dniach podania składu gabinetu cieni parapremiera Gowina. Groteskowy był, jest i będzie Kaczyński. Do tego panoptikum dołącza Gowin.

Polityka nie jest kwestią sumienia, nie jest dochodzeniem do jakiejś wydumanej prawdy. Jest działaniem na rzecz dobra wspólnego społeczeństwa, które tworzy państwo. No, ale w Polsce mamy obrońców wartości i prawdy (którzy z ontologią i epistemologią mają niewiele wspólnego), lecz potrafią skutecznie zabagnić sferę życia publicznego.

sobota, 27 lipca 2013

Gdzie potoczy się głowa Gowina?


Jarosław Gowin doszedł do całkiem słusznego wniosku, iż przekonać do siebie wyborców może tylko jeżdżąc po kraju. Akurat tournee układa się się szlakiem Tuska, co jest zrozumiałe, bo wielkość (polityczną) buduje się na wzorcu, do którego dokłada swoją cegiełkę.

Nie wypalił Gowinowi pomysł debaty z Donaldem Tuskiem, bo nie mógł. Formy walki wybiera się, jakie dają szanse na zwycięstwo. Tusk spojrzał po szablach Gowina, nie musiał przykładać ręki do swojej broni, mniej gowinowców niż palców jednej ręki. Gowin prze jednak do debaty, bo do siebie jako kciuka, wskazującego Godsona oraz małego palca Żalka, mógłby dodać jakiś środkowy, może nawet o nazwisku Schetyna.

Szlakiem Tuska ma wypaść Gowinowi Olsztyn w niedzielę, w którym tłumy będą czekać na zwycięzcę Tuska. Były minister sprawiedliwości jeszcze raz dojrzał szansę debaty choćby na chodniku. Ta forma konwersacji politycznej kojarzy mi się z łapaniem Tuska za nogawkę, Gowin chce zatem na dowolnie wybranym chodniku zaszczekać na premiera.

Każdy ma prawo do artykulacji, jaka mu odpowiada. Gowin też. Tusk obchodzi się z nim łagodnie, jak z barankiem. Gdyż niewygodnie byłoby swojego słabego konkurenta usunąć w sytuacji wyborczej. Poczeka do czasu po kampanii, ale Gowin napiera coraz silniej, bo słyszy, jak duma premiera odnosi coraz więcej uszczerbków.

Nie tylko Gowin zastanawia się, jaka nastąpi sytuacja potem, gdy będzie miała dokonać się egzekucja, albo nazwę to inaczej: ofiara na ołtarzu jedności Platformy.

Czy Gowin prowadzony na rzeź, jak Izaak przez Abrahama Tuska, położy głowę pod toporem. I kto odezwie się w Tusku? Czy będzie to ojciec założyciel PO (synu Izaaku Gowinie, ofiara dla dobra ludu PO jest niezbędna), czy srogi, ale sprawiedliwy Jahwe, który nakaże wstrzymać dekapitację Gowina.

Tak czy siak, głowa Gowina gdzieś się potoczy. Po manowcach, albo ku wyższym celom PO. Albo - albo (Kierkegaard).

czwartek, 25 lipca 2013

Grupiński da prztyczka Gowinowi, Godsonowi i Żalkowi


Rafał Grupiński - szef klubu parlamentarnego PO - zapowiedział kary dla trzech zbuntowanych (cokolwiek zbuntowani znaczy) konserwatystów: Jarosława Gowina, Johna Godsona i Jacka Żalka, którzy głosowali przeciw przekazaniu do dalszych w komisjach rządowego projektu noweli ustawy o finansach publicznych. Nowela ma pozwolić na przesunięcie bezpieczników długu publicznego, de facto - zwiększenia go.

Kłopot z konserwatystami jest taki, że oni emancypują się z PO. Na kłopotach PO zyskują ci właśnie politycy PO, stają się "sprawiedliwymi", bo albo bronią wartości chrześcijańskich (jak przy ustawie o związkach partnerskich i in vitro), albo - jak teraz powiedział Gowin - "Na pewno będą głosowali w zgodzie z tym, jak pojmują interes milionów Polaków".

Albo wartości, albo interes narodu. Wychodzi, że na kłopoty z wartościami, albo narodem tylko Gowin, który jest jednak kłopotem dla partii rządzącej. Dzisiaj trudno go wydalić z PO, bo jest rywalem Donalda Tuska w wyborach na szefa PO. Gowin szanse ma zerowe, jest tego świadomy, chce podbić bębenka, bo i tak wypadnie z Platformy.

Gowin nie jest żadnym kłopotem, przeliczył się, ma tylko trzy szable. Po wewnętrznych wyborach zostanie relegowany z PO. Kłopoty są z Jackiem Rostowskim i zapleczem eksperckim, a także PR-owskim.

Rostowski mógł się mylić w założeniach budżetowych. Ekonomiści go przestrzegali, że są nazbyt optymistyczne. Gdy uchwalano budżet już nadawał się do poprawki. Brak think tanków ekonomicznych PO spowodował, że nie wykształcono rzeczywistych bezpieczników, a to w postaci cięć wydatków, a przede wszystkim wypracowania legislacji w prawie podatkowym, które uniezależniłoby wpływy do budżetu od wahań koniunktury gospodarczej. Przede wszystkim zaś uszczelnienie ściągalności VAT.

Ogromny kłopot Tuska to komunikacja ze społeczeństwem via media. Paweł Graś nie jest żadnym rzecznikiem, lecz antyrzecznikiem. I nie o niego chodzi, ale o planowanie przyszłości rządu przynajmniej w perspektywie kwartalnej. Tego kompletnie brak, nie wiemy co jutro Tusk zrobi, dowiadujemy się, co robi. Miał ruszyć lada moment tuskobus 2, a było to w lutym po sukcesie wydarcia pieniędzy unijnych (faktyczny triumf), tuskobus stoi, ma awarię. Spec od wizerunku Tuska, Igor Ostachowicz, to taki spec jak od literatury, która nadaje się na przemiał, bo nie jest to strawienia jako narracja.

I tuskobus będzie w stanie awarii przez całą jesień, bowiem premier weźmie się za gaszenie wrześniowego strajku generalnego związków zawodowych, który zapowiada się jak brazylijska antytuskowa telenowela. Kaczyński też przygotował niekonwencjonalne dojście do władzy, o czym informował w czasie weekendowego wypadu na Podkarpacie. No i Tusk będzie się paprał w wewnętrznych sprawach PO.

Na rządzenie może nie starczyć czasu. Kłopot z Tuskiem jest zupełnie inny, niż z Gowinem. Ten ostatni może być tylko relegowany, a Tusk pozostaje nie do zastąpienia, nie ma dla niego alternatywy. O czym można było się przekonać choćby po ostatnim wywiadzie z wiceszefem PiS Adamem Lipińskim. Partia Kaczyńskiego nie jest żadną alternatywą, nie ma propozycji rozwiązania polskich problemów, lecz ich zwielokrotnienia. Tusk to pikuś, PiS to byłoby zagrożenie, że hej.

Przed krajem niełatwy czas jesieni, w ogóle o łatwiźnie powinniśmy zapomnieć, a Grupiński tymczasem będzie dawał prztyczka Gowinowi i jego obrońcom "wartości i interesu narodu". Przynajmniej media będą miały z interesem Gowina używanie.

poniedziałek, 8 lipca 2013

PO po Elblągu


Platforma po Elblągu powinna czuć dyskomfort, choć przegrana nie jest nazbyt wielka, wziąwszy jednak pod uwagę, jaki wynik osiągnęła w poprzednich wyborach, Donald Tusk nie powinien spać spokojnie.

Nie powinien czekać, aż Wilk z Kaczyńskim przekopią Mierzeję Wiślaną, bo dopiero nas zaleje. Nie tylko IV RP, ale ta odnowa Polski - o której mówi prezes PiS - której narracja wycofuje nas ze świata, z UE, z realnej geopolityki.

Na razie PO trafił szlag, wielu politykom tej partii łomot się przyda. Przede wszystkim z tego wstrząsu powinien skorzystać Tusk, skonstruować własną narrację polityczną, bo ta obecna kapie - albo nie - jako ciepła woda z kranu. Narracja ma być żywa, z wizją, przede wszystkim nie winna być kontrnarracją do PiS. Kaczyński wycofał Macierewicza do drugiego szeregu, sam zasznurował się na "gadanie smoleńskie" i już wbija inną wizję: "PiS może osiągnąć nawet 50-procentowe poparcie".

U Kaczyńskiego możliwości są najczęściej gołosłowne. Ale to Tusk w tej chwili odpowiada za kształt Polski i myślenie Polaków o samych sobie. Premier porusza się na twardym gruncie polityki, a nie na ruchomych piaskach kampanii wyborczej.

Ta gołosłowna metoda docierania do elektoratu musi być porzucona. Przyszłość kraju jest w rękach młodych Polaków, do nich należy dotrzeć. I wraz z nimi tę przyszłość planować. Wciągnąć ich w samorealizację i wypracować wraz z nimi narzędzia.

Przekonają się, co jest możliwe do zrobienia z największą ich bolączką: z bezrobociem. Młody człowiek nie może stać pod urzędem pracy, ale ten urząd kształtować. To nie tylko metafora. Docenić, co w tej sferze zrobiły dojrzalsze demokracje: niemiecka, brytyjska, amerykańska.

PO ma młodzieżówkę Młodych Demokratów, która winna wciągać rówieśników w rozważania o sobie i uzyskiwać narzędzia wpływania na władzę. Rozproszyć centrum władzy na pokolenia poprzez seminaria, wiece, a nawet kongresy młodych. Nie kontrmanifestować nawet do takich groźnych organizacji, jak ONR, od tego jest Bartłomiej Sienkiewicz.

PO po Elblągu nie ma czasu na ból głowy, pora na reaktywację, bo reakcja Kaczyńskiego może być, jak z owymi 50%, zjedzie do Wilka do Elbląga z ciężarówkami łopat i powie: - Ci, którzy głosowali na Wilka, niech przekopią Mierzeję, mimo braku zgody rządu, niech ich zaleje.

I nas zaleje.

piątek, 14 czerwca 2013

Co słychać w PO? Nudy, zero ekscytacji


Platforma nadal jest zajęta sobą. Ostatni zarząd wskazuje na determinację Donalda Tuska do jak najszybszego rozstrzygnięcia kwestii przewodniczącego i późniejszego układania klocków personalnych w regionach i powiatach.

To postawienie demokratycznych procedur na głowie, ale PO trzeba potrząsnąć, aby wydobyła z siebie siły witalne. Zarząd przedstawi na konwencji, która odbędzie się za dwa tygodnie, projekt wyborów na szefa w wakacje. 40 tysięcy członków Platformy będzie wybierać Tuska, bo raczej nie widać nikogo, kto miałby jakieś szanse na realny sukces w konfrontacji z premierem.

Grzegorz Schetyna optuje za terminem jesiennym, licząc na dalsze osłabienie Tuska, a tym samym PO, która w sondażach ma się coraz gorzej. Przy Schetynie został już tylko Rafał Grupiński i szef mazowieckiego regionu Andrzej Halicki. To mało.

Schetyna raczej nie wejdzie w szranki z Tuskiem, może zdecydować się Jarosław Gowin - jest poza zarządem - siłą jego jest ankieta, którą badał nastroje wśród członków PO, lecz to nie to samo, co delegaci, którzy najpierw się dogadują, a potem głosują.

Tylko przez tydzień po konwencji będzie można zgłaszać swojej kandydatury na przewodniczącego. Krótko. Coś będzie trzeba zrobić z pasztetem warszawskim, jaki sporządziła partii Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prawdopodobnie już spełnione są warunki do ogłoszenia referendum w sprawie jej odwołania. Można przeciągać terminy, aż będzie prawnie skutkował prezydent komisaryczny stolicy. Niemniej to i tak będzie przegrana PO.

Jakie recepty przedstawi Tusk, aby odwrócić tendencje sondażowe - na konwencji i po wygranym wyścigu o fotel przewodniczącego? Rekonstrukcja rządu to będzie zdecydowanie za mało. Personalia w PO nie przedstawiają się imponująco, a sięgnięcie po niepartyjnych fachowców nie zadowoli aparatu.

Odwrócenie porządku demokratycznego - wybory w regionach i powiatach po głosowaniu na przewodniczącego - może skutkować, iż Tusk postawi na nowe postacie, które więcej uwagi będą poświęcały obecności w lokalnej polityce, a nie poszukiwaniu synekur.

W PO czkawką odbijają się kilkuletnie zaniedbania budowania struktur programowo-ideowych. Dzisiaj zbyt gwałtowne ruchy w tej sferze mogą przyspieszyć erozję partii i wizerunku. Mozolne odrabianie strat jest trudniejsze niż gwałtowny rzut na zadania i ekspresję wyborczą.

Niemniej z ostatniego zarządu PO przed konwencją powiało nudą. Podobną do tej, gdy do podróży jest jeszcze jakiś i spoglądamy na walizki, które są nostalgią. Zero ekscytacji.

czwartek, 13 czerwca 2013

Martyrologia Rokity jest rozwojowa


Najpierw Jan Rokita w TVN24 ogłosił się męczennikiem. Dlaczego wybrał do tego piękną włoską Perugię z lazurowym morzem w tle? Zastosował technikę do tej pory nie sprawdzoną. Anhelli Polakom się przejadł, zresztą jest znakiem rozpoznawczym PiS. Rokita do swego wystąpienia martyrologicznego ubrał się, jak gwiazda "Tańca na lodzie". Szykowny strój marynarski z takąż czapką marynarską szyprówką. Mógł to być sygnał: "Odpływam", albo "Przybijam do brzegu".

Martyrologia Rokity zawierała dwie informacje: komornik ogołocił mnie z majątku i zostałem wyrzucony z PO. Wszystkim umknęło sreberko, w które owinął swoją cześć martyrologiczną. Mianowicie: wina Tuska. Gdy mówił o premierze zgrzytał zębami, jak nie przymierzając Jarosław Kaczyński.

Jeżeli zestawimy winę Tuska z zabiegami Jarosława Gowina, który chce Rokitę rewitalizować dla polityki, może to nieoczekiwanie rozświetlić zamiary Rokity.

Ogołocony z majątku i czci partyjnej nasz bohater wraca. Uwaga! Uwaga! Gwiazda tańca na lodzie wykręci nam takiego pirueta, potrójnego salchowa, rittbergera, albo innego axela, że przez aklamację przywitacie go na lodowisku polskiej polityki!

Już przymierzał się do skoku, obrócił się tyłem, zrobił wymach biodrami, aby zaprezentować swoje możliwości, gdy na taflę wybiegł jakiś radiowiec. Sprawdził, która izba komornicza w królewskim mieście Krakowie zasadziła się na gnębionego Rokitę? Żadna.

A do tego powód Konrad Kornatowski nie chce żadnego zadośćuczynienia od byłego kandydata na premiera z Krakowa. Rokita zatem zastosował PR do tej pory nie stosowany, jest nowatorem. Okazuje się, że gwiazda nie ma pod sobą lodowiska, a mimo to leży, jest ofiarą martyrologiczną, ale ofiarą samego siebie.

Podejrzewam, że to nie koniec. Jeżeli miała to być Rokity rewitalizacja, winni teraz przystąpić do dzieła jego polityczni brązowiciele. A może nawet sama była posłanka PiS Nelli Rokita. Zaś Marek Migalski może odpowiedzieć, co stanie się z pieniędzmi, których zbiórkę ogłosił, gdy dowiedział się o martyrologii Rokity.

Taka jest polska polityka. Jajcarska.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Gowin jak Ulisses wymyślił konia platformianego


Jarosław Gowin urządził w PO prawybory. Tym samym powrócił do korzeni tej partii, gdy na jej czele stał triumwirat Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk. Dwóch pierwszych w Platformie nie ma, drugi nie żyje, ostał się tylko Tusk, który jest premierem kraju drugą kadencję.

Jakby nie patrzył, Tusk to potęga, a Gowin, który ma nie byle jakie aspiracje, prezentuje się mizernie. Był ministrem, została mu konserwa. Ministrem był takim, że  kilka razy miał być odstrzelony, aż w końcu został trafiony. Pióra się posypały, ambicje zostały.

Aby go ostatecznie nie trafił szlag, Gowin zaczął kombinować. Może wyszedłby z PO, ale gdzie? Nowe byty polityczne kończą się niebytem polityków. A do PiS droga stroma i samodzielni politycy w tej partii kończą strąceniem w niebyt.

Rozglądnął się wśród partyjnej braci, podobnej mu konserwy nie za wiele, szabel sztuk 20-30, reszta to liberały, albo wręcz lewacy. Aby wywalczyć pozycję na miarę ambicji, trzeba użyć sposobu, poszerzyć pole walki, a więc kolegów wprowadzić w stan dezorientacji, psychologicznie i ideowo zawirusować, wprowadzić takiego trojana, aby się od razu nie połapali. Zanim odwirusują plewy od manny, on będzie miał odpowiednią medialną oprawę, a w rękach jakiś miecz, a może nawet mizerykordię.

Gowin jest lepszym PR-owcem niż wszystkim się zdaje, w PO zdecydowanie najlepszym, a PiS powinien urządzić do niego pielgrzymkę po naukę wizerunkową. Ponoć Jarosław Kaczyński był u niego w Krakowie, gdy odwiedzał grób brata na Wawelu.

Gowin najpierw wystosował list do braci platformerskiej - ten sprzed dwóch tygodni - za bardzo nie chwycił, a Tuska nie zachwycił. Lecz autor z rezonu nic nie stracił - to warto podkreślić. Podłubał dalej w szarych komórkach i wyskoczyła mu taka oto perełka: ankieta. Pardon: prawybory w PO. Stanął w tych prawyborach sam z 21 pytaniami (a dokładnie pisząc: postulatami).

Zagranie prima sort. Każdy wynik tej ankiety to głos na Gowina. Po pierwsze jest w ich posiadaniu, po drugie on te pytania zadał. Po trzecie i najważniejsze, zanim zapoznał się z odpowiedziami dobrowolnie poddających się ankietowaniu, ogłosił triumf ankiety własnej "Gowina": – Przerosła moje najśmielsze oczekiwanie. Spodziewałem się kilku tysięcy ankiet w ciągu kilku tygodni, a w ciągu kilkunastu godzin dostałem ich ponad 25 tys.

Politycy! Uczcie się od Gowina! Tak powraca się do korzeni, tak urządza prawybory, po których jako kandydat frakcji republikańskiej przystępuje do wyborów naprzeciw demokraty Tuska o stanowisko president of the Civic Platform. Nagrodą wszak jest polski Biały Dom, Kancelaria Premiera.

A że nikt w PO nie wiedział o liście Gowina, o ankiecie-prawyborach? Kurczę, a czy Trojanie wiedzieli o pomysłach Ulissesa?

poniedziałek, 27 maja 2013

O przywództwo w jakiej partii ubiega się Jarosław Gowin?


Po niedzielnym liście (pasterskim) Jarosława Gowina do członków PO autor epistoły wypadłby z takiego PiS, jak swego czasu Zbigniew Ziobro i Marek Migalski. Możliwe, że tak z nim się stanie, ale Platforma nie będzie tą samą Platformą, z którą mamy dzisiaj do czynienia. Słowa Gowina są nieodwracalne, pociągną za sobą czyny dla PO, za które zapłaci partia i Polska.

Na nic zdadzą się zaklinania wszystkich wokół, konwencja dramatu została wypracowana tysiące lat temu i zawsze się sprawdzała.

Donald Tusk słusznie zauważył, iż miał wrażenie, że "Gowin ubiega się o wygraną, ale nie w PO".

Słuszność Tuska nie powoduje, że konwencja zostanie oddalona, ona jest w toku realizacji, mimo zapewnień Gowina: "Nie biorę pod uwagę odejścia z PO. Będę walczyć o duszę Platformy".

Ta zapiekłość duszy spowodowała, że frondysta wewnątrz PO zakomunikował: "Ubiegam się o przywództwo w innej partii niż obecna PO".

Obecna PO stawia go poza nawiasem, po przegranej o przywództwo w PO, Gowin nie może pozostać "w partii jak obecna PO".

W jakiej zobaczymy go za pół roku, za rok? W PiS? W partii Kaczyńskiego będzie jeszcze bardziej ciałem obcym niż dzisiaj jest w PO. W swojej partii? Szanse ma takie, jak PJN i Solidarna Polska.

Gowin przegra, taka jest logika konwencji, niestety zafundował przede wszystkim przegraną obecnej PO, która jutro nie będzie "taka sama, jak obecna PO".

I chyba po raz pierwszy napiszę z przekonaniem: "wina Tuska". Jak jest wina, będzie kara. Dla Tuska. A czy dla nas, dla Polski? Nie bałbym się odpowiedzi na ostatnie pytanie, gdybyśmy mieli mądrzejszych polityków. Mamy takich, jakich mamy. Takich, jak my

niedziela, 26 maja 2013

Smędeusze PO i Zorba Tusk


Platforma przyspiesza. Pierwszy sygnał bolidowi PO, który na zakrętach się wywracał, dał sygnał Donald Tusk. Zachęcił aparat: tylko do następnego zakrętu, do 29 czerwca, a będzie dobrze. Wyjdziemy na prostą rekonstrukcyjną rządu, może prostą programową - jak Janusz Piechociński się zgodzi - i na mecie wyborów 2015 zameldujemy się, aby odebrać wielgachnego szampana.

W ten sam ton przyspieszenia - co ja piszę? turboładowania! - PO wpadli inni. Grzegorz Schetyna chodzi po mediach i smędzi, a wraz z nim smędzi Rafał Grupiński, który "tylko chwilę będzie się zastanawiał, gdy Schetyna wystartuje do fotela przewodniczącego PO".

Prawdziwego koksu wrzucił do bolida PO Jarosław Gowin. Najpierw zajechał do jego boksu Jarosław Kaczyński, gdy na Wawelu odwiedzał grób brata, dostał od prezesa PiS zielone światło, i proszę, wysmarował list pasterski do ludu platformersów : "Władza to odpowiedzialność. Róbmy dobrą politykę!"

Tusk w sondażu "kogo Polacy mają widzieliby jako premiera" ma 17%. Odejmijmy od tego 6% Schetyny, no i gdzieś z 5% Gowina, to wyjdzie premierowi 7%. Liczba powiedziałbym szczęśliwa. Aparat PO ucieszy się z pewnością z takiego szczęścia, gdy ich partia dobije szczęśliwie do premiera z 7%.

Do wakacji tyle punktów procentowych "osiągnie" PO, PSL będzie miał ich więcej i Piechociński już powinien rozglądać się za koalicjantem. Turboładowanie PO wyrzuci ich z toru jeszcze przed zakrętem konwencji 29 czerwca. Dzisiaj Schetyna, Grupiński i Gowin powinni zastanawiać się, jakie części z bolida Platformy wezmą ze sobą i gdzie pójdą. Gowin - wiadomo - do PiS, a Schetyna i Grupiński do PJN, bo Platforma Jest Najważniejsza.

Mam dla tych smędeuszy PO pointę: Jaka piękna katastrofa! A Tuskowi mogą wręczyć kostur i jako Zorba - wartość dodana - pójdzie do Brukseli wyluzować Barroso, bo tam też szykuje się piękna katastrofa.

czwartek, 23 maja 2013

Hofman z retorycznym guzem, robienie z Kaczyński i tygodnik Lisa, od którego różni ludzie wariują



Jako rzecznik PiS, Adam Hofman, powinien wziąć lekcje porządnej retoryki. Wziąć się wreszcie za siebie. Oprócz lekcji wymowy sięgnąć po literaturę piękną, aby nie wywracać się na podawanych sensach, jak na skórce banana. Hofman prezentuje publicznie li tylko guzy, które nabija sobie wywracając się podczas wystąpień.

Co to za zawartość zdania: "To, co Platforma robi z Kaczyńskim czy tygodnik Lisa, powoduje, że różni ludzie wariują"?

Co robi Platforma z Kaczyńskim? Nazywa jego czyny "zbrodnią niesłychaną"? Łazi po Krakowskim Przedmieściu w marszu do "prawdy" w oprawie kiczu patriotycznego i dewocjonaliów katolickich? PO mami naród 1,3 mln miejsc pracy projektem "Narodowego Zatrudnienia", który nawet po pobieżnej analizie spowodowałby dalszy wzrost bezrobocia? Winą Platformy jest nieumiejętność PiS skonstruowania jakiejkolwiek sensownej alternatywy programowej?

To PO traci, a PiS nie zyskuje. Znowu "wina Tuska"? Wina Tuska jest najwyżej w obrębie PO. W ogóle PiS-em się nie zajmuje, to politycy partii Kaczyńskiego zajmują uwagę w przestrzeni publicznej takimi nieprzytomnymi stwierdzeniami, jak ostatnio Krystyna Pawłowicz. To wyżej podana Hofmana skamielina językowa przykuwa uwagę swoją nieumiejętnością formułowania myśli.

Tygodnik Lisa ledwie pogrzebał w finansowaniu publicznej działalności Kaczyńskiego, wylazły na wierzch glisty przekrętów. "Bestseller" Kaczyńskiego sprzedał się ledwie w 35 tys. egzemplarzy, to wstyd dla tzw. patriotów. Tak traktować "Polskę naszych marzeń", za którą prezes pobrał honorarium 160 tys. zł, by jednak wydawca nie był stratny, PiS przelał mu 186 tys. zł.

Od tej wiadomości "różni ludzie wariują"? Kaczyński zwariował? Bo kontekst retoryki Hofmana taki właśnie jest. Może prezes jeszcze raz wziąć prochy? Należy uprzedzić posłów PiS, iż zrzucając się na zapłatę za realizację recept dla swojego pana i władcy, powinni pamiętać o prawie obowiązującym w Polsce.

Nie będę analizował potworków pojęciowych Hofmana w rodzaju: "Szykujemy się na atak Platformy". Hofman codziennie przebywa w przestrzeni publicznej, codziennie daje popis retoryczny. Jeżeli partia Kaczyńskiego upiera się, aby był jej tubę, niech pośle go na lekcje wymowy (robiąc zrzutkę - posłowie PiS! - pamiętajcie o prawie).

Na szczęście o jakości polskiej polityki na zewnątrz nie rozliczają nas z pomysłów Kaczyńskiego i jego ust Hofmana. To nasza wewnętrzna polska piaskownica. Kupując saperki i inne łopatki do obrony przed "atakiem Platformy", aby się okopać, pamiętajcie o tygodniku Lisa. Przyjdzie i opisze.

poniedziałek, 20 maja 2013

Nowak, następca Tuska



Sławomir Nowak w rozmowie z Agata Nowakowska i Dominiką Wielowieyską wyjaśnia "aferę" z zegarkami, którą wykreował tygodnik "Wprost".

Ta afera to mieszanie herbaty bez cukru. Szkoda słów. W wywiadzie, który nosi tytuł "Szkalujące teksty niszczą mnie jako polityka i człowieka", własnie ochrona dobrego imienia jest najważniejsza.

Uważam Nowaka za naturalnego następcę Donalda Tuska, jako szefa Platformy. Po wyborach w 2015 roku to on winien zostać premierem. Wybory trzeba wygrać, a Kaczyńskiemu takiego popędzić bobu, aby odechciało się prezesowi PiS gadania raz na zawsze głupot w przestrzeni publicznej.

Nie stać Polski, aby taki mizerny człowiek, jak Kaczyński, o znikomych walorach intelektualnych, politycznie niewyrobiony, oszukujący źle wykształconych Polaków, by ten człeczyna wiecznie szkodził. Polski nie stać na takiego psuja. Pośrednio jest odpowiedzialny za śmierć swego brata Lecha, który też był takim niezdarą, jak on. Katastrofalni ludzie i politycy.

Liczę na Nowaka, że pociągnie ten polski wózek dalej, aby się naród cywilizował. Jest lepiej, nigdy jednak nie dość dobrze, aby wszyscy byli zadowoleni.

piątek, 17 maja 2013

Grasiomania: Czy PiS jeszcze nie groźne, czy PiS już groźne



Manie się zmieniają. Wystarczy, że zawodnik zacznie przegrywać, albo skończy karierę, p. Małysz. Polityka ma jednak wieczną manię sondaży. Najpopularniejsza mania wśród nich: czy PiS już groźne, czy PiS jeszcze nie groźne?

Pisząc dokładniej: czy PiS się wysforował przed PO, a ostatnia mania mówi o 3 punktach proc., które PiS uzyskało nad rządzącą partią PO. Ma tych procentów 26. W tej manii partii Kaczyńskiego nie przybywa, to PO ubywa. I to jest rzeczywiste zmartwienie.

Inne zdanie niż ja ma jednak rzecznik rządu Paweł Graś, który uważa, iż PO ma problemy. Podaje to w tonacji a-moll: taka cena jest nieunikniona, bo to już szósty rok rządzenia, robimy co możemy, a KRUS ruszyć w tym układzie koalicyjnym nie możemy. Ale się starają.

Mało mnie podnieca, jak Graś tak śpiewa depresyjnie, maniakalnie, bo rzecznik nie zapowiada podniesienia tonacji, wpada w podmanię, submanię: - Powrót PiS do władzy jest bardzo realny. A wraz z nim wrócą takie upiory, jak wykorzystywanie służb do rozgrywek politycznych, kłótnie i obrażanie się na naszych sąsiadów, podejrzliwość, zaściankowość i narodowe kompleksy.

Oczekuję od maniaka sondaży Grasia czegoś więcej, a nie przedstawienia polityki wampirów. Bez niego wiem, że Jarosław Kaczyński nie jest zdolny do kreacji politycznej, prezes PiS chce przebudować kraj (a rebours), aby miał wystrój z XIX wieku, a nas ubrać w jakieś stroje ludowe, abyśmy szli krzycząc: Polska, Polska; wymachiwali dewocjonaliami narodowymi, od czasu do czasu powiesili jakiegoś Tuska, o co tak zabiega J. M. Rymkiewicz.

Ta mania mnie nie interesuje, bo PiS nie przybywa. Interesuje mnie, dlaczego PO ubywa i co chce zrobić z sondażomanią rząd, aby nie zajmować się, czy PiS już groźne, czy jeszcze nie jest groźne.

Ja też mam manię: grasiomanię. Paweł Graś nic nie robi - och, przepraszam: twittuje - a bierze się do roboty, gdy mania ma wyraz: PiS już jest groźne. Nie będzie Kaczyńskiego, nie będzie PiS, w kraju podobne siły istniały i będą istnieć. Zamiast manii zajmowania się nimi, zajmijmy się cywilizowaniem kraju, do odrobienia mamy wiele, świat nie stoi - ucieka.


poniedziałek, 4 marca 2013

Gowin lubi poniedziałki



Jarosław Gowin zostaje ministrem sprawiedliwości, co było nietrudne do przewidzenia. O ile wiem, Donald Tusk nie jest samobójcą politycznym, daje temu przykład od 2007 roku. Jak na Polskę to rekord. Acz premier nie jest od bicia rekordów, ale od rządzenia.

Dlaczego jednak dali się wkręcić w owo grillowanie inni? Wszak nie był grillowany Gowin, a zdaje się, że na ruszt zostały wbite media i komentatorzy polityczni. Polaków to zbytnio nie obchodziło. A jednak swąd medialny grillowania pozostał. W tym miejscu można wpisać nazwiska tych, którzy się wypowiadali w mediach, że Gowin może odejść.

Czy zatem było to teatrum? Może. Takie są spektakle, jacy obecni na widowni. A w pierwszym rzędzie widowni czuć smród przypieczonych emocji, wzmacniany grillem z dalszym rzędów.

Czy widzowie nie usłyszeli, że aktorowi w swoim epizodzie kwestię podrzucił sufler: "Nie lubię poniedziałków". Komedia i do tego polska. Choć podana była w języku Szekspira, który też ten gatunek uprawiał?

Jakie miał Tusk wyjście z Gowinem? Tylko go zostawić tam, gdzie jest. Wkrótce wszak zostanie zgłoszone wotum nieufności wobec niego. Wystarczyłoby, żeby prezes PiS powiedział w wystąpieniu na trybunie sejmowej, gdy będzie zachwalał kandydaturę parapremiera Piotra Glińskiego: - Hm, rozważaliśmy, czy wicepremierem nie mógłby zostać Gowin, a nawet odzywały się głosy w naszej partii, aby zaproponować mu premiera.

Niektórzy politycy nie daliby się nabrać. Nie byłoby tak z elektoratem. Kaczyński ciągle gra rozchwianiem sceny politycznej. Kiedyś może się udać z tą polityczną paradontozą. Na Gowinie jego atuty się nie kończą.

Gdyby Tusk postąpił radykalnie, jak niektórzy chcieli i zafundował sobie niepewność (nam też), to co byśmy zobaczyli? Nową koalicję, bo z czasem - najpóźniej za pół roku - musiałoby do tego dojść. Albo do przedwczesnych wyborów.

Z kim nowa koalicja? Tylko pozostaje lewica. Ale z jaką lewicą? W kraju nie ma klasycznej lewicy. SLD nigdy nią nie była, a nawet jak ktoś tego się dopatrzy, to dzisiaj SLD jest niepewna, mimo, że sondaże ostatnie dają jej 15%. Ceną dla PO mógłby być tylko dryf z Leszkiem Millerem i dalsza erozja partii. A nawet stać się przystawką.

A może Janusz Palikot? Najpierw jak siebie uporządkuje, zmierzy się ze sobą i swoim Ruchem, bo lider partii swojego nazwiska przeżywa kłopoty osobowościowe, tego nie da się ukryć przed przeciętnym psychologiem.

Tusk i tak stoi przed rekonstrukcją rządu i to głęboką, a Gowin to najmniejsze zmartwienie. Przede wszystkim ministrowie nie są obecnie w przestrzeni debaty publicznej, nie rozmawiają ze społeczeństwem.

Wina kogo? Kadr PO, a zatem Tuska. Premier musi popracować nad swoją partią, ale nie poprzez usuwania ogniwa Gowina, bo ten prędzej czy później da się przekonać, co staoi na przekór jego wartościom.

Szczęściem dla Tuska jest, że opozycja jest jeszcze słabsza niż PO. Możliwe, że najsłabszy jest segment mediów informacyjnych i wymierający gatunek komentatorów politycznych.

piątek, 1 marca 2013

Nie grill Gowina, a szewski poniedziałek Tuska



Donalda Tuska nie stać na pozbycie się Jarosława Gowina, nawet gdy w poniedziałek, którego minister sprawiedliwości nie lubi, zostanie pozbawiony resortu. Odbędzie się handel wewnątrzpartyjny: coś za coś. Gowin nie jest grillowany, to Tusk czeka na swój szewski poniedziałek.

Sytuacja PO jest nieciekawa, odpływ polityków na prawo to złożenie broni przez premiera. PiS nie zdobędzie władzy, to szybciej centrum się rozproszy, a zyskiwać będzie lewica, która w tej chwili wyniesiona zostałaby na konflikcie PO-PiS, gdyby na czele SLD stał ktoś inny niż Leszek Miller.

Swoje szanse stracił Janusz Palikot wdając się w wojenki feministyczne. Nie wydaje mi się, aby miał mu pomóc Aleksander Kwaśniewski, który za cokolwiek się brał do sklejania, nie miał dostatecznej cierpliwości.

Tusk ma kłopot wewnątrz PO, a nie w rządzie, bo ten jest pochodną stanu personalnego Platformy. Jeżeli ktoś mi wytłumaczy na czym polega medialność rzecznika prasowego Pawła Grasia, to za klarowność wypowiedzi jestem wiele mu oddać.

Albo jakie są zasługi w grach parlamentarnych Rafała Grupińskiego, który kolejne projekty ustaw oddaje na żywioł "wolności sumienia". Te dwie osoby są słabiutkimi ogniwami PO, zawsze pękają.

Ale to też pionki. Największą słabością PO jest cień Grzegorza Schetyny. Niezagospodarowany Schetyna snuje się wewnątrz PO, podrzuci jakiś zepsuty pomysł, a to Gowinowi, a to Grupińskiemu. Pomysłu nie można zrealizować i od czasu do czasu Schetyna ogłasza w mediach, że jest w stanie podjąć trud jakiejś roli. Był drugim po bogu, teraz chce stanąć naprzeciw niego.

Premier ma silne narzędzia aby Schetynę podporządkować swojej wizji rządzenia, a Schetyna wydaje się być dobrym kadrowym, który powinien dla młodszych polityków ustanowić ścieżki awansów i z czasem następstwo polityczne.

W PO nie ma rotacji kadr, fluktuacji, w wyniku, których poddawani byliby weryfikacji. Dlatego trwają tak bezbarwne postacie na wrażliwych stanowiskach, jak Graś i Grupiński, których rozpoznawalność wśród Polaków i elektoratu jest bliska zeru.

PO brak harmonii wewnętrznej, dochodzą nas tylko jakieś dysonanse, a Gowin poza PO może się przyczynić do pandemonium partii, czego nie życzyłaby sobie większość Polaków w obecnym rozdaniu sejmowym.

środa, 27 lutego 2013

Rokita: jaka żona, takie polucje




Jan Rokita ujawnia kulisy negocjacji w sprawie powstania koalicji POPiS w 2005 roku. Chcę się skupić tylko na jednym zdaniu, mianowicie: "Tusk był wtedy nerwowy i arogancki".
A jego niedoszły koalicjant - Jarosław Kaczyński - jaki był? Do dzisiaj jest nerwowy i arogancki.
Można tylko stwierdzić jedno: Rokita chce wrócić do polityki. I to do PiS. Dlatego tak nerwowo i arogancko mówi o swoim byłym zwierzchniku.
To nie tylko arogancja i nerwowość, lecz zwyczajna małość. Jaką ma się żonę, takie polucje.

środa, 20 lutego 2013

Tusk i narcyzi katastrofy



Kto teraz spodziewał się istotnych zmian w rządzie, nie słuchał Donalda Tuska. Premier takowe zapowiedział na połowę roku, a obecne zostały "wymuszone" oddelegowaniem Tomasza Arabskiego w "ambasadory".

To nie premier podbijał bębenka, a Janusz Piechociński i opozycja. I komentatorzy, którzy mają wizję. Kłopot w tym, że nie oni rządzą. Drobiażdżek.

Piechociński dostał równego sobie, choć Jacek Rostowski nie ma żadnej partii za sobą. Prezesowi PSL mogło to wzburzyć proporcje i orzekł, iż zmiany w rządzie będą duże.

Minister finansów w naszym kraju wypełnia newralgiczną funkcję, bo pozostajemy na dorobku i dobro mierzymy kieszenią. Rostowski jest współtwórcą "sukcesów" tego rządu, nie powinno dziwić, że awansował w hierarchii, a przynajmniej w nomenklaturze. Pytanie: dlaczego tak późno?

Rekonstrukcja rządu dopiero przed nami. Jeżeli ktoś chce się zastanawiać, jakie one powinny być, nie może zapominać o kontekstach funkcjonowania tego rządu.

Tusk - a za nim Polska - tak naprawdę ma tylko (aż) dwa zmartwienia. Brak opozycji, bo ta, która się za takową przedstawia, ma tylko jedno paliwo - smoleńskie. Najważniejszym wyzwaniem jest kryzys w strukturach demokracji zachodniej.

Ze Smoleńskiem premier sobie poradzi. Oni zrobią fikołka, Tusk odwrotność jego - antyfikołka. Ma naprzeciw siebie narcyzów katastrofy, nie są żadnym wyzwaniem, acz tacy żądni władzy zawsze pozostają zagrożeniem dla innych.

Tusk musi rekonstruować komunikację ze społeczeństwem i przestrzeń debaty. I w tej kwestii w połowie roku nadejdą zmiany. Jednym z ogniw "rozmowy" ze społeczeństwem jest sam premier. W tym spodziewam się zmiany, acz nie wymiany.

PO jest nadal jedyną partią z potencją rządzenia. Reszta jest albo po przejściach, albo niedojrzała. Mają pretensje, ale to nie oni stoją przed wyzwaniami. Śmiem twierdzić, że dla Tuska żaden z obecnych podmiotów - przynajmniej w tym kształcie personalnym - nie jest zagrożeniem.